Strasburg wymusza zmiany w Komisji Europejskiej
Gra o władzę
Parlament Europejski utrącił kandydaturę Słowenki Alenki Bratušek na wiceprzewodniczącą Komisji Europejskiej. Jean-Claude Juncker musi szybko znaleźć następcę.
Alenka Bratušek
European Parliament/Flickr CC by 2.0

Alenka Bratušek

Bratušek bardzo dobrze pasowała do politycznej układanki Junckera. Jest związana z liberałami, a Luksemburczyk chciał przy podziale tek zaspokoić apetyty wszystkich grup politycznych. Jest kobietą, a nowy szef Komisji potrzebował pań, by przekonać Parlament Europejski do zagłosowania za składem całej Komisji. Wreszcie: Bratušek jako była premier pasowała do roli wiceszefowej unijnego rządu ds. unii energetycznej. Mimo tych wszystkich teoretycznych zalet Parlament Europejski odrzucił jej kandydaturę.

Bratušek źle wypadła podczas przesłuchania przed parlamentarnymi komisjami do spraw energii i środowiska. Nie potrafiła udzielić konkretnych odpowiedzi na pytania europosłów, nie przekonała ich, że ma wizję rozwoju unii energetycznej. Nie pomogły jej też spekulacje, że do Komisji nominowała samą siebie. Bratušek podkreślała, że jeszcze jako premier Słowenii dostarczyła Junckerowi listę czterech nazwisk kandydatów na komisarzy. Z nieoficjalnych informacji wynika wręcz, że to Juncker naciskał, by Bratušek pojechała do Brukseli. Ale nie rozwiązało to wątpliwości Parlamentu. Sytuację podsycał nowy rząd w Lublanie, który domagał się rezygnacji Bratušek z kandydowania do Komisji.

Teoretycznie Juncker mógłby zignorować głos jednej z komisji Parlamentu Europejskiego i nie zmieniać składu swojego zespołu, ale ryzykowałby wtedy, że z powodu Bratušek europosłowie już w wiążącym głosowaniu odrzucą skład całej Komisji. Dlatego najpewniej Lublana zgłosi nowego kandydata. Nie wiadomo jeszcze, czy Słowenia utrzyma stanowisko wiceprzewodniczącego Komisji ds. unii energetycznej. Juncker przydzielał te funkcje przede wszystkim byłym premierom i komisarzom, którzy w Brukseli pozostają na kolejną kadencję. Ale z powodu presji czasu może zrobić wyjątek, zwłaszcza jeśli nowy kandydat Słowenii będzie kompetentnym politykiem. Z nieoficjalnych informacji wynika, że rząd w Lublanie myśli o nominacji związanej z liberałami wicepremier Violety Bulc.

Alternatywnie Juncker może też zmienić podział ról w Komisji i tekę wiceszefa ds. unii energetycznej przyznać któremuś z pozostałych komisarzy, np. Słowakowi Marošowi Šefčovičowi. Słowenia otrzymałaby wtedy tekę transportu lub kultury, edukacji i obywatelstwa. Wcześniej wątpliwości co do obsadzenia tego ostatniego stanowiska przez byłego wiceszefa Fideszu Tibora Navracsicsa wyraziła parlamentarna komisja do spraw kultury, choć nie zablokowała jego nominacji do unijnego rządu. Dokonując większych zmian, Juncker stworzyłby zapewne lepszy zespół, ale ryzykowałby, że proces wyboru nowej komisji się przedłuży. Każda zmiana ról w Komisji wymaga bowiem przesłuchania kandydata przed parlamentarnymi komisjami.

Od tego, jaki scenariusz wybierze Juncker, zależy to, kiedy nowa komisja przejmie władzę w Unii. Ryzyko, że Unią przez wiele miesięcy będzie kierować tymczasowy rząd, jest jednak niewielkie. Jeśli akceptacja składu Komisji się przedłuży, to raczej o dwa tygodnie, a nie miesiące, jak to bywało w przeszłości. Na zamieszaniu z obsadzaniem tek w Komisji nie zyska Elżbieta Bieńkowska – jej nominacja na wiceprzewodniczącą byłaby dużym zaskoczeniem. Warszawie ciężko byłoby też wytłumaczyć, że teka wiceszefa Komisji jest atrakcyjna, skoro jeszcze niedawno Platforma – zresztą słusznie – przekonywała, że ważniejsze od pustego tytułu jest otrzymanie teki z konkretnymi kompetencjami.

Utrącenie kandydatury Bratušek to przede wszystkim efekt brukselskiej gry o władzę. Słowenka przepadła, bo nie należy do żadnej z dwóch największych grup politycznych – chadeków i socjaldemokratów. Kandydaci na komisarzy z tych ugrupowań uzyskali poparcie europosłów, choć niektórzy na przesłuchaniach wypadli równie słabo co Bratušek.

Słowenka była łatwym celem, a europosłowie chcą, by Juncker czuł oddech Parlamentu na plecach. Liczą, że wymuszą na nowym szefie KE lojalność wobec Parlamentu, a nie stolic, które w ostatnich latach zyskały nieproporcjonalnie duży wpływ na unijny proces decyzyjny.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj