Reformatorzy do reform, komuniści do lamusa
W wyborach do Rady Najwyższej na Ukrainie zwyciężyły partie prodemokratyczne i proeuropejskie. To najważniejsze wybory w historii niepodległej Ukrainy.
Simon Ostrovsky/Twitter

Ukraine Today/Facebook

Ostatecznych wyników jeszcze nie policzono, ale jest dobrze: Blok Petro Poroszenki wygrał wybory parlamentarne na Ukrainie. To nie jest zaskoczenie, wszystkie sondaże dawały mu zwycięstwo, choć znacznie wyższe, niż wskazują wstępne wyniki Exit Poll.

Zapowiadało się, że prezydencka partia przekroczy 30 proc., że to będzie nokaut, podobnie jak w wyborach prezydenckich. Na razie wiadomo, że przekroczyła 20 proc. Ale ten rezultat może się zmienić.

Jedno jest pewne: Poroszenko dobrze zdyskontował swój sukces, w samą porę rozwiązał Radę Najwyższą i ogłosił przedterminową elekcję.

Niestety nie udało się raczej powtórzyć poprzedniego sukcesu, BPP nie zdobędzie większości i samodzielnych rządów. A Poroszenko chyba miał nadzieję, że tak się stanie.

Tuż za nim, na drugiej pozycji, niespodziewanie uplasował się Front Ludowy Arsenija Jaceniuka z wynikiem około. 21,3 proc.

Sukces wyborczy obecny premier zawdzięcza dobrej kampanii, w której mówił o konieczności reformowania państwa i gospodarki. Konkretnie wskazując, co trzeba robić, żeby jednak do Europy realnie aplikować.

Jaceniuk jest dobrze postrzegany jako premier, wyjście z Batkiwszczyny i rozstanie z Julią Tymoszenko zdecydowanie mu pomogło i spodobało się wyborcom.

Czy to on będzie partnerem koalicyjnym? Wiadomo, że bardzo chciał pozostać na stanowisku premiera, ma teraz argumenty w postaci dobrego wyniku wyborczego, który go wzmacnia. Będzie mógł negocjować z silnej pozycji.

Nowe twarze w parlamencie

Podobnie jak mer Lwowa Andrij Sadowy: jego ugrupowanie, Samopomoc, uzyskało trzeci wynik. Widać było w kampanii, że Sadowy pnie się do góry w sondażach, ale to rezultat zaskakująco dobry: 13,2 proc.

To także potencjalny przyszły partner do koalicji, której potrzeba 300 mandatów do przeprowadzenia zmian w konstytucji i dalszych reform, może nawet pokojowych rozwiązań na wschodzie kraju, w Donbasie.

W następnych wyborach Sadowy może już aspirować do prezydentury. Wspierał Majdan, choć nigdy nie był na pierwszej linii. To w jego partii, powstałej zresztą niedawno po zwycięstwie Majdanu, pojawiło się najwięcej nowych twarzy. I to się podoba. Ukraińcy mają dość politycznych weteranów. Chcą zmiany warty i Sadowy tak właśnie jest postrzegany: nowa twarz w Kijowie, nowe siły. Jego proeuropejskie poglądy są dobrze znane i – jak widać – akceptowane.

Na listach wyborczych jego partii znalazł się legendarny dowódca batalionu Donbas i kilku innych wojskowych, którzy zasłużyli na miano bohaterów kraju. Jak widać, to był skuteczny chwyt.

Czy te trzy partie dogadają się i utworzą koalicję? Wprawdzie każdy z liderów jest silną osobowością, każdy ma ambicje, ale wszyscy deklarują dobre intencje, poparcie dla reform, dla walki z korupcją. Można mieć nadzieję, że wyciągnęli wnioski z przeszłości, kiedy prodemokratyczne ugrupowania umiały się kłócić, ale nie umiały współdziałać, porozumieć się i przegrały.

Prezydent Poroszenko zapowiedział niezwłoczne rozpoczęcie rozmów koalicyjnych, może nawet już dziś, 27 października. Jego zdecydowanie oraz umiejętność negocjowania bardzo będą teraz przydatne. I pewnie to on narzuci ton rozmowom.

Warto pamiętać, że te wyniki pokazują na razie skład połowy parlamentu, druga połowa to deputowani wyłonieni w okręgach jednomandatowych. Tych wyników, nawet w przybliżeniu, wciąż nie znamy, a mogą one zmienić obecny obraz. Choć raczej nie powinny już odebrać zwycięstwa prezydenckiemu Blokowi.

Dopiero na czwartym miejscu plasują się Radykałowie, partia Ołecha Laszko. Sondaże dawały jej wysoką druga pozycję, ale Ukraińcy wykazali się roztropnością. Zwłaszcza że mówi się od dawna, że Radykałowie biorą pieniądze od byłego prezydenckiego kompana Lowoczkina.

Pożegnanie z Tymoszenko?

Tymczasem Julia Tymoszenko zaliczyła życiową porażkę, wynik Batkiwszczyny to zaledwie 6 proc. poparcia. Jeszcze dwa lata temu była na drugiej pozycji, depcząc po piętach Partii Regionów. Tymoszenko siedziała wówczas w więzieniu i prowadziła kampanię zza krat.

Potwierdza się teza, że wyborcy nie chcą zużytych chwytów, nazwisk, twarzy. Tymoszenko ma duży elektorat negatywny. Ludziom wyraźnie nie podoba się jej krytyczny ton, demonstrowany od pierwszej chwili, gdy po opuszczeniu więzienia w Charkowie pojawiła się na Majdanie.

Z pewnością także wyjście z partii jej czołowych polityków – Jaceniuka, Turczynowa, Awakowa – nie pomogło w zdobywaniu poparcia. Ale wszyscy, którzy myślą, że to koniec Tymoszenko w polityce, mogą nie mieć racji. Bo Julka nie odpuści. Choć dziś nie może upajać się sukcesem.

Do parlamentu wejdzie również Blok Opozycyjny, sieroty po Wiktorze Janukowyczu, jak się o nich mówi z ironią. Wynik – 7,6 proc. – może nawet trochę dziwić: po tym wszystkim, co się stało, po wojnie na wschodzie, która wciąż przecież trwa, wolno było oczekiwać, że ugrupowanie nie przekroczy progu wyborczego. Że Ukraińcy pojęli komu zawdzięczają dzisiejsze problemy.

Ciekawe, czy te głosy poparcia opozycja zebrała na wschodzie i południu, czy w innych regionach kraju? Czy matecznikiem tych polityków pozostaje nadal Donbas? Tak czy inaczej opozycja będzie w opozycji i jej głos nie będzie miał decydującego znaczenia.

Partie prodemokratyczne zyskały wyraźną przewagę, i tak pewnie pozostanie, również po policzeniu wyników z okręgów jednomandatowych. Choć zbierali tam mandaty zazwyczaj ludzie wystawieni przez oligarchów, którzy opłacali ich kampanię. Okręgi jednomandatowe to może być i dziś czarny koń tych wyborów.

Nowa era

Pierwszy raz w historii niepodległej Ukrainy do parlamentu nie weszli komuniści, i to jest radosna wiadomość. Internet zareagował entuzjastycznie. To znaczy, że naprawdę przeorana została świadomość, że Majdan, aneksja Krymu i krwawa wojna na wschodzie rzeczywiście doprowadziły do przełomu w ukraińskiej świadomości.

Największą i decydującą rolę odegrał tu Władimir Putin: to rosyjski prezydent jest autorem dzisiejszego wyniku wyborczego, wskutek jego działań i pomysłów Ukraińcy otrzeźwieli i zjednoczyli się w antyrosyjskości. Może to nawet dzisiaj najsilniejsza więź łącząca ludzi w kraju? „Ruski mir”, Związek Radziecki – odchodzą w przeszłość. Oby do końca i na zawsze.

Upadł jeszcze jeden mit: nacjonaliści nie odegrali większej roli w wyborach. Do parlamentu wejdzie wprawdzie Swoboda Ołeha Tiahnyboka, ale z wynikiem słabszym niż poprzednio. Mimo że Tiahnybok należał do liderów Majdanu, legenda nie przełożyła się na wynik jego partii. W 2010 r. była to twarda opozycja, trochę ucieczka, złość na to, co się dzieje w kraju, przejaw narastającej radykalizacji, czego Janukowycz nie odczytał i co zlekceważył.

Dziś zmieniły się sytuacja i oczekiwania ludzi. Sukces partii proponujących demokratyczne i liberalne reformy jest wyraźny, nacjonalizm nie wydaje się atrakcyjnym projektem. Można tak sądzić, bo druga partia ukraińskich nacjonalistów, Prawy Sektor, nawet nie zbliżyła się do progu wyborczego. Rosjanie stracą argumenty, na jakich budowali lęki i histerię na wschodzie Ukrainy, że oto idą faszyści z Kijowa.

Do parlamentu wejdzie siedem partii. Trochę dużo, zwłaszcza że ich korzenie i programy niewiele się różnią. Można uznać, że to choroba młodej demokracji i że nie będzie śmiertelnie groźna. Pojawi się też w parlamencie sporo nowych twarzy, nie tylko polityków, również dziennikarzy, wojskowych, liderów, których wykreował Majdan. Czy potrafią się porozumieć dla dobra kraju?

Przed Ukrainą trudny czas, trudna zima i jeszcze wiele przeszkód do pokonania. Ale fakt, że te wybory się odbyły, mimo wojny i niedostatków, a także ich wynik – czyli zwycięstwo demokratów i reformatorów – to spory zastrzyk optymizmu.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj