Nareszcie!
Liczenie głosów w jednej z kijowskich komisji wyborczych
Gleb Garanich/Reuters/Forum

Liczenie głosów w jednej z kijowskich komisji wyborczych

Te wybory były naprawdę ważne, może najważniejsze w historii niepodległej Ukrainy. Przeprowadzono je w ekstremalnych warunkach, gdy na części terytorium kraju wciąż trwa wojna, szaleje drożyzna, a obywatele nie wiedzą, jak przetrwają najbliższą zimę. W tej sytuacji wygrana sił demokratycznych i reformatorskich – bez względu na to, czy będzie to Blok Petra Poroszenki czy Front Ludowy Arsenija Jaceniuka – jest dowodem, że Ukraińcy wybierają kurs na zachód, a nie na wschód, do Rosji. Partie obu dotychczasowych liderów, Jaceniuka i Poroszenki, mają wyniki powyżej 20 proc. Trzecia na podium jest partia Samopomoc mera Lwowa Andrija Sadowego, czarny koń tych wyborów. Do urn poszło wprawdzie niewiele ponad połowę wyborców, wyjątkowo mało jak na ukraińską tradycję. Ale przecież nie głosował Donbas (blisko 5 mln obywateli), a utrudnienia wojenne z pewnością wielu zatrzymały w domach. Daleko nie wszyscy popierają postmajdanowe elity, jednak na stare też nie chcieli zagłosować.

Trzy zwycięskie partie mogą utworzyć rządzącą koalicję. Potrzeba 300 mandatów, taka większość daje możliwość zmiany konstytucji i przeprowadzenia reformy prawa. Wydaje się, że będą mieć wystarczającą siłę, żeby sprostać oczekiwaniom. Wysoka pozycja Frontu Ludowego premiera Jaceniuka pozwala się spodziewać, że utrzyma swój fotel. To dobra wiadomość, bo gwarantuje stabilność. Jaceniuk dał się też poznać jako polityk otwarty, zahartował się w bojach, jest młody i energiczny. Ale też stawka jest ogromna. Niepowodzenie rządu grozi krajowi nowym konfliktem, bardziej gwałtownym niż dotychczasowe.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj