Dysydent i decydenci
Aleksiej Nawalny
Maxim Shemetov/Reuters/Forum

Aleksiej Nawalny

Zaczęło się od trzęsienia ziemi – na stronach portalu LifeNews pojawił się artykuł zatytułowany „Kreml po cichu sponsoruje Nawalnego”. Sugerowano w nim, że administracja prezydenta i merostwo Moskwy finansują słynnego opozycjonistę poprzez firmę konkubiny jego najbliższego współpracownika Władimira Aszurkowa. Specjalizujące się w organizacji targów książek Bureau 17 od 2012 r. miało zarobić na państwowych kontraktach 100 mln rubli.

Potem napięcie rosło – w redakcji rozdzwoniły się telefony z samej góry, przedstawiciele Kremla nazwali doniesienia LN „pełną bzdurą”, artykuł zdjęto po dwóch godzinach, ale jeszcze tego samego dnia pojawił się znowu. Smaczku tej historii dodaje fakt, że internetowy tabloid Arama Gabrielianowa słynie z apologii Kremla. Eksperci widzą w tej publikacji kolejną odsłonę bitwy klanów.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj