„The Economist”: Polacy podbijają Brukselę
Żaden inny naród nie pnie się tak szybko po drabinie unijnej administracji jak Polacy.
.
Thierry Monasse/Polaris/EAST NEWS

.

Podczas mianowania na najwyższe unijne stanowiska europejscy dyplomaci zwykli ślubować, że priorytetem będzie dla nich interes całej wspólnoty. Ale o ojczyźnie trudno zapomnieć, dlatego każde państwo stara się obsadzić jak najwięcej kluczowych posad w Brukseli – pisze w swoim najnowszym wydaniu „The Economist”. 

Tygodnik zauważa, że najlepiej wychodzi to ostatnio Polakom. W 10 lat po przystąpieniu do Unii Europejskiej imigranci znad Wisły stanowią już około 5 proc. wszystkich pracowników Komisji Europejskiej. Tym samym prześcignęli Brytyjczyków, a wkrótce mogą zagrozić Hiszpanom, Niemcom czy nawet Francuzom.

Niemal równie szybko w Brukseli przybywa Rumunów:

Polacy i Rumunii najszybciej zdobywają unijne stanowiska wysokiego (po lewej) i niskiego szczebla.
The Economist/•

Polacy i Rumunii najszybciej zdobywają unijne stanowiska wysokiego (po lewej) i niskiego szczebla.

Kolegom z nowych krajów Wspólnoty miejsca muszą ustąpić oczywiście przedstawiciele „starej” Unii. W latach 80. Włosi zajmowali co czwarte stanowisko w Brukseli. Obecnie – jak pokazuje wykres po lewej stronie – co dziesiąte. Słabnie nawet pozycja gospodarzy. Przed rozszerzeniem UE do Belgów należało blisko 25 proc. posad. Obecnie jest to około 18 proc. Ale to wystarcza, by trzymać inne państwa na dystans.

Sytuacja ta może się jednak wkrótce zmienić – podkreśla „The Economist”. Jeśli chodzi bowiem o niższe szczeble unijnej administracji, na czoło już teraz wysunęły się Polska oraz Rumunia, co widać na wykresie po prawej stronie. Z roku na rok Polacy będą więc mieli coraz więcej do powiedzenia w unijnych strukturach. 

W Brukseli wyraźnie ubywa za to Francuzów czy Hiszpanów, a niemal zupełny brak zainteresowania karierą w Brukseli wykazują młodzi Brytyjczycy. Dlaczego? Z jednej strony odstrasza ich wymóg znajomości języków obcych. Przyzwyczaili się, że ich ojczysty angielski jest językiem uniwersalnym. Z drugiej strony zniechęca ich ryzyko wystąpienia Wielkiej Brytanii z UE. Często wolą więc szukać przyszłości w instytucjach związanych z USA czy nawet Chinami.

Kraje „starej” Unii wciąż dominują jednak na najwyższych stanowiskach. Jak policzył „The Economist”, pod koniec ubiegłego roku na 128 kluczowych posad Niemcy kontrolowali aż 20, Brytyjczycy – 13, a Francuzi – 11. A po wyborze Jean-Claude'a Junckera na szefa Komisji reprezentacja Berlina tylko się wzmocniła. Bo choć on sam jest Luksemburczykiem, między innymi szefem swojego gabinetu uczynił właśnie Niemca.

(źródło: The Economist, Komisja Europejska)

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj