szukaj
Niemcow mówił otwarcie, że Rosja prowadzi wojnę z Ukrainą
Borys Niemcow to ofiara rosyjskiej wojny z Ukrainą i nacjonalistycznego amoku, rozkręconego w Rosji przez Kreml i telewizję.
New Yotker/Alexander Zemlianichenko/AP/Twitter

Czytaj także

W piątek wieczorem zginął w Moskwie Borys Niemcow, opozycyjny polityk oraz jeden z organizatorów marszu protestu zaplanowanego na niedzielę. Samochód z zabójcami podjechał, gdy późnym wieczorem Niemcow szedł ze znajomą ulicą w pobliżu Kremla. Dostał cztery kule, ale strzałów było więcej. Zabójca chciał mieć pewność, że zabije.
Towarzyszącej politykowi kobiecie nic się nie stało.

Niemcow był politykiem bardzo rozpoznawalnym, co nie oznacza, że cieszył się w Rosji popularnością, podobnie zresztą jak reszta opozycji demokratycznej. Putina krytykował konsekwentnie od dawna, w tym nie było nic nowego. Ale gdy wiosną ubiegłego roku Rosja anektowała Krym, powiedział „nie”.

Na taki gest nie zdobył się ani Aleksiej Nawalny, ani Michaił Chodorkowski – obaj dali do zrozumienia, że Krym może nielegalnie, ale jednak „odzyskany”, więc niech już zostanie.

Niemcow mówił otwarcie, że Rosja prowadzi wojnę z Ukrainą. Pisał raport „Putin i wojna”, dotyczący m.in. rosyjskich działań w Donbasie. Dla rozpalonej przez „powrót silnej Rosji” i szczucie państwowej propagandy putinowskiej większości Niemcow był „wrogiem ludu”. Dla tych najbardziej radykalnych – „wrogiem ludu”, który szkodzi „rosyjskim interesom” i należy się go pozbyć. Wielokrotnie dostawał maile i telefony z pogróżkami, ale policja nie reagowała na jego zgłoszenia.

Władimir Miłow, opozycjonista i kolega Niemcowa, zwraca na swoim blogu uwagę, że do zabójstwa doszło w jednej z najczujniej strzeżonych części Moskwy. To nie tylko Kreml i Plac Czerwony, gdzie w dzień i w nocy tajniacy przebrani za „turystów” pilnują, żeby ktoś przypadkiem nielegalnie nie nagrał na kamerę kremlowskiej baszty. Obok jest Plac Stary, gdzie mieszczą się budynki prezydenckiej administracji i inne ważne urzędy. 

Niemcow podobno był w kawiarni czy restauracji w GUMie – zabytkowym domu towarowym na Placu Czerwonym – i został zabity krótko po wyjściu stamtąd na moście Bolszoj Moskworiecki. Ta okolica jest nie tylko obserwowana (kamery), ale i podsłuchiwana, o czym zabójcy musieli wiedzieć. Poza tym mogli z dużym prawdopodobieństwem założyć, że sam Niemcow był śledzony przez służby – jako lider dużej akcji opozycyjnej niecałe dwa dni przed jej rozpoczęciem. Z jakiegoś powodu bandyci czuli się na tyle pewnie, że żadna z tych okoliczności nie zniechęciła ich do zuchwałej akcji. 

Po śmierci Niemcowa zawrzało nie tylko w mediach. W Rosji wybuchły sieci społecznościowe, a putinowscy fanatycy z opcji „Krym-nasz” momentalnie rozwiązali zagadkę zabójstwa. Polityka zabili Ukraińcy/Amerykanie, żeby ożywić „truchło” rosyjskiej opozycji, dając jej męczennika. I oczywiście po to, żeby rzucić cień na Władimira Putina. Jednocześnie zwolennicy prostego podziału na „prawdziwych patriotów” i „wrogów Rosji” nie kryją radości z wyeliminowania „agenta” Departamentu Stanu USA.

Rosyjski prezydent zareagował błyskawicznie. Rzecznik Kremla poinformował, że Władimir Putin złożył kondolencje rodzinie, ocenił, że było to „zabójstwo na zlecenie” i zapowiedział, że weźmie śledztwo pod osobisty nadzór. Można więc być pewnym, że nigdy nie dowiemy się, kto zlecił zamordowanie Niemcowa. Prezydent „nadzorował” już śledztwo w sprawie morderstwa Anny Politkowskiej czy katastrofy smoleńskiej. 

Władimir Putin, jego klakierzy w „elitach” i społeczeństwie, usłużne media ponoszą moralną odpowiedzialność za to morderstwo. To rozkręcona przez Kreml histeria usankcjonowała nagonkę na tych, którzy myślą inaczej. A także atmosferę przyzwolenia i bezkarności dla tych, którzy są po „słusznej stronie”. Niemcow nie będzie ostatni. 

W najnowszym numerze POLITYKI

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+