W Polsce nie ma pogody dla Franciszkowego „antyklerykalizmu”
Zwyczajny papież
Już dwa lata papież Franciszek kieruje Kościołem. Jego popularność nie maleje, raczej rośnie. To fenomen w czasach, gdy przywódcy mają zwykle złą prasę.
Catholic Church England and Wales/Flickr CC by 2.0

Entuzjazm i nadzieję budzi styl Franciszka. Nie chodzi tylko o zgrabne powiedzenia i widowiskowe gesty. Chodzi o przesłanie, jakie Franciszek w tym stylu przekazuje. To przesłanie nawiązuje wprost do opowieści o życiu, słowach i czynach Jezusa i jego pierwszych naśladowców. Tę opowieść chrześcijanie znają na ogół lepiej niż jego historię i teologię. Dlatego Franciszek tak trafia do milionów. Można w tym zobaczyć „strategię komunikacyjną”, ale to raczej koncepcja duszpasterska. Koncepcja, która wyrosła z osobistego doświadczenia Jorge Bergoglio, papieża z „Nowego Świata”.

Franciszek nie jest papieżem ideologicznym, tylko ewangelicznym. To jest źródło jego popularności. Z tym wiąże się „antyklerykalizm” obecnego papieża. Jeśli jego styl duszpasterski budzi entuzjazm, to jego krytyka klerykalizmu już nie. Franciszek opowiada o Kościele ubogim dla ubogich, o Kościele jako szpitalu polowym dla poranionych na duchu. Duchownym przypomina, by nie wynosili się ponad „owieczki”. Dygnitarzom kościelnym, by służyli, a nie pouczali z bezpiecznej i wygodnej wysokości swych urzędów. Taki „antyklerykalizm” jest w masowym Kościele witany znacznie chętniej niż w instytucjonalnym. Lecz jeszcze bardziej wiernych zachwyca we Franciszku to, że jest zwykłym papieżem dla zwykłych ludzi.

Franciszek jest jezuitą i ciekawe są dla mnie jego oceny formułowane przez jezuitów. Jezuitom w świecie zachodnim Franciszek się najczęściej podoba. Ale jeden z nich, Amerykanin i watykanista o. Thomas Reese, przypomina, że papież to nie Kościół. Franciszek przyniósł zmianę, ale żeby okazała się ona trwałą, Kościół musi podążyć za przykładem papieża. Kościelny kleryklizm i samozadowolenie to potężne siły. „Musimy przestać podziwiać papieża, a zacząć go naśladować”.

Optymistą jest były polski jezuita prof. Stanisław Obirek. Podobnie jak Reese uważa on, że Franciszek zmienia świat, toruje drogę do odnowy katolicyzmu światowego. Nie jest to odnowa „konserwatywna” czy „postępowa”, lecz radykalna, właśnie w duchu ewangelicznym, powrotu do źródeł chrześcijaństwa jako religii ośmiu błogosławieństw.

To nic, że do takiego powrotu Kościół wzywał już wiele razy w swoich dziejach, a skutek jest wciąż taki sobie. Obirek jest przekonany, że Kościół w Polsce nie oderwie się od Kościoła powszechnego, jak to przewidują niektórzy polscy krytycy Franciszka. No cóż, oby prof. Obirek miał rację. W sensie instytucjonalnym schizma jest oczywiście nie do pomyślenia, ale w sensie mentalnym? Z moich obserwacji wyciągam wniosek, że w polskiej elicie kościelnej ceni się znacznie bardziej Benedykta XVI, którego pontyfikat był odwrotnością pontyfikatu Franciszka. Pod względem treści (umacnianie prymatu katolicyzmu w chrześcijaństwie) i barokowej formy.

Styl Franciszka budzi raczej rozbawienie czy politowanie, niektóre wypowiedzi w sprawach obyczajowych – sprzeciw. Kościół w Polsce nie dostrzega potencjału odnowy w Franciszku, lecz raczej zagrożenie dla powagi papiestwa. Urząd papieski polski katolicyzm szanuje, zwłaszcza po Janie Pawle II, więc lojalności Franciszkowi nie wypowie. Ale czy podąży za nim w praktyce i na co dzień – raczej wątpię. Tu nie ma pogody dla Franciszkowego „antyklerykalizmu”.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj