Grecja na granicy bankructwa: czy referendum może pomóc?
Tsipras udaje Greka
Premier Grecji Aleksis Tsipras umył ręce i zarządził referendum. 5 lipca wszyscy Grecy będą mieli szansę zdecydować, czy ich kraj przyjmuje warunki pomocy finansowej ze strony tzw. trojki.

Na poziomie taktycznym to ostatni argument, do którego mógł odwołać się grecki premier: warunki kolejnego bail-outu były tak wygórowane, że tylko naród może je przyjąć. Na poziomie strategicznym powstaje pytanie: to po co w zasadzie Grecy wybrali Tsiprasa?

Ogłoszenie referendum to był akt czystej desperacji. Grecji właśnie skończyły się pieniądze i potrzebuje trzeciego pakietu pomocowego. Bez niego przesądzone jest greckie bankructwo, zmiana waluty z euro na drachmę, a być może nawet wyjście z Unii Europejskiej. Tsipras przekonuje jednak, że warunki zaproponowane w ostatni weekend przez Komisję Europejską, Europejski Bank Centralny i Międzynarodowy Fundusz Walutowy były nie do zaakceptowania. Spór dotyczył przede wszystkim skali cięć w systemie emerytalnym oraz kolejnych podwyżek podatków dochodowych i VAT.

Problem w tym, że po zerwanych w weekend negocjacjach Grecy nie mają nad czym głosować. Trojka wycofała propozycję pakietu pomocowego i trzeba go będzie negocjować od nowa. Pytanie referendalne – bez względu na jego ostateczną treść – będzie więc w zasadzie brzmiało: czy jesteś za pozostaniem kraju w strefie euro? Tu każda odpowiedź jest zła. „Tak” będzie oznaczać przebudowę greckiego rządu, bo trudno sobie wyobrazić, że to on w obecnym kształcie, przy zerowym zaufaniu wierzycieli, podejmie się cięć, z którymi tak walczył.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj