Czy powinniśmy się bać krachu na chińskich giełdach?
Pękła chińska bańka
Przez ostatni miesiąc wycena akcji na giełdzie w Szanghaju spadła o ponad jedną czwartą. To najgorszy miesiąc na tamtejszym parkiecie od 21 lat, bo nawet w okresie globalnego kryzysu finansowego akcje chińskich firm nie taniały tak szybko.
jurgen.proschinger/Flickr CC by 2.0

Krach jest wynikiem przegrzania chińskich giełd – od ponad roku narastała na nich bańka spekulacyjna, napędzana tanimi pożyczkami banków. Powiększająca się z roku na rok chińska klasa średnia szukała szybkich metod dalszego bogacenia się, a inwestowanie w ogarnięty spekulacyjną manią rynek wyglądał na świetną okazję do łatwego zarobku.

Dlatego co bogatsi Chińczycy, przyciągani papierowymi zyskami, masowo zaczęli zaciągać pożyczki pod zastaw akcji, aby kupować kolejne papiery. W rezultacie hossa wystąpiła nie tylko na parkiecie w Szanghaju, ale dotarła też do Shenzhen i Hongkongu, w czasie gdy europejskie giełdy wciąż znajdowały się w trendzie bocznym (czyli bez wyraźnych trendów spadkowych lub rosnących) lub rosły o kilka, kilkanaście procent.

Chińskie rynki akcji są pod wieloma względami specyficzne. Prawie nie ma na nich inwestorów zagranicznych, a państwo odgrywa decydującą rolę w kształtowaniu popytu oraz podaży akcji. Dlatego większość Chińczyków masowo kupowała na kredyt papiery wartościowe, licząc, że w razie turbulencji interwencja państwa ochroni ich przed dużymi stratami.

Tym razem jednak bańka spekulacyjna narosła tak duża, że bank centralny wraz z rządem nie wygrali z siłami rynkowymi. Dopiero po dwóch tygodniach praktycznie nieprzerwanych spadków rządowi udało się ustabilizować indeksy giełdowe. Do tego wykorzystano jednak cały arsenał narzędzi i instytucji. Ludowy Bank Chin ściął interwencyjnie stopy procentowe oraz dokapitalizował państwowego inwestora, aby ten na własną rękę i za pośrednictwem brokerów giełdowych skupował akcje od spanikowanych inwestorów.

Z kolei Pekin zezwolił na inwestowanie na giełdzie funduszom emerytalnym. Gdy to nie pomogło, wymusił zakupy akcji na państwowych ubezpieczycielach oraz zakazał sprzedaży akcji przez wszystkie spółki skarbu państwa i dużych inwestorów.

W końcu spadki powstrzymały też decyzje samych notowanych na giełdzie spółek, z których ponad połowa wstrzymała w ostatnich dniach handel własnymi akcjami. Dzięki temu udało się powstrzymać nakręcającą się spiralę wyprzedaży – ze względu na bessę banki wymagały od klientów sprzedaży akcji, które stanowiły zabezpieczenie kredytów, co zwiększało podaż, zbijało wycenę indeksu i wymuszało dalszą wyprzedaż akcji.

Nie ma jednak dużych powodów do obaw – krach na chińskiej giełdzie nie będzie miał tak dalekosiężnych skutków, co znane z historii rynków finansowych pęknięcia baniek spekulacyjnych na rynkach akcji w Nowym Jorku czy Londynie.

Bessa na parkietach Kraju Środka nie zagrozi zbytnio nawet samej chińskiej gospodarce. Kapitalizacja tamtejszych giełd stanowi bowiem zaledwie jedną trzecią PKB, podczas gdy w Stanach czy Europie Zachodniej giełdy są zwykle większe od gospodarki.

Co więcej, na chińskim rynku była aktywna niewielka część społeczeństwa – na rynek akcji trafiło 15 proc. oszczędności Chińczyków, to nawet mniej niż u asekuracyjnych Polaków. Dlatego główną siłą napędową chińskiej gospodarki pozostanie eksport oraz konsumpcja bogacących się niższych klas społeczeństwa.

Jedyny efekt krachu na Dalekim Wschodzie, który może być odczuwalny także w Europie czy w Stanach, to spadki cen wybranych surowców. Nastroje chińskich inwestorów mają bowiem bezpośrednie przełożenia na notowania cen stali, węgla czy ropy naftowej. Im bardziej są oni pesymistyczni, tym mniej trzeba płacić na światowych rynkach za te produkty.

To dobra wiadomość dla polskich konsumentów, którzy dłużej będą mogli cieszyć się niską inflacją, ale zła dla górnictwa, które na razie nie może liczyć na wzrosty cen węgla, które pozwoliłby na zmniejszenie strat części kopalń.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj