Czy czekają nas zmiany w polskiej polityce zagranicznej
ABC i następne litery
Prezydent Andrzej Duda apeluje do naszych sojuszników, powtórzył to podczas pierwszej podróży zagranicznej w Tallinnie, by wzmocnili militarnie państwa wschodniej flanki NATO, w tym Polskę, i utworzyli tu bazy wojskowe.

Chciałby też, aby od Bałtyku po Adriatyk i Morze Czarne uformował się blok państw połączonych silniejszymi niż dotąd związkami.

Tzw. ABC jest tradycyjnym pomysłem polskiej polityki zagranicznej – jego korzeni można szukać w czasach jagiellońskich. Taka konstrukcja nie udała się jednak ani Józefowi Piłsudskiemu, ani – zachowując proporcje – Lechowi Kaczyńskiemu. A prezydent ją odkurza, choć nie zniknęły przeszkody, o które wcześniej ABC się potłukło. To wciąż wątłe poczucie wspólnotowości obywateli widmowego regionu, raczkujące powiązania działających tu firm, brak porządnych dróg oraz niezmienny rozstrzał pojmowania racji stanu: nie wszyscy są w NATO i w strefie euro, na dodatek różnie odnoszą się do Rosji; lista zdań odrębnych jest znacznie dłuższa.

Jednak tak wyraźny zwrot ku mniejszym państwom Europy Środkowej, Południowej i Północnej (gdzie należy lokować Litwę, Łotwę i Estonię) budzi tam żywe zainteresowanie i sporą sympatię. Przy czym Polsce do przewodzenia tak określonemu regionowi nie wystarczy tylko to, że jest największa, a prezydent ma ambicję.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj