Katalończycy walczą o niepodległość
Czy Hiszpania jeszcze istnieje?
W Katalonii wyrosło pokolenie, które funkcjonuje w rzeczywistości pozbawionej punktów stycznych z resztą Hiszpanii.
Connie Ma/Flickr CC by 2.0

W Katalonii wyrosło pokolenie, które funkcjonuje w rzeczywistości pozbawionej punktów stycznych z resztą Hiszpanii.

Poturbowana przez reżim Katalonia w czasach demokracji rozkwitła.
David Ramos/Getty Images

Poturbowana przez reżim Katalonia w czasach demokracji rozkwitła.

Niechęć albo – jak kto woli – ostrożność wobec tego, co „hiszpańskie”, ma związek z historyczną traumą.
Brian/Flickr CC by 2.0

Niechęć albo – jak kto woli – ostrożność wobec tego, co „hiszpańskie”, ma związek z historyczną traumą.

Renesans regionalizmów po śmierci Franco był w jakiś sposób logiczny – mówi katalońska filozofka Victoria Camps. Katalonia musiała stanąć na nogi. Ale według Camps sprawy niepostrzeżenie poszły za daleko. – Niech za symboliczny przykład posłuży, że z prognozy pogody w katalońskiej regionalnej telewizji TV3 dawno temu zniknęła mapa Hiszpanii. Można się dowiedzieć, jaka pogoda jest w Katalonii, czasem też w Europie, ale w reszcie Hiszpanii – już nie. Zaczęliśmy funkcjonować jak niezależny kraj, choć w ramach innego państwa.

Historyk Josep Fontana odpowiada, że taki układ mógł zadziałać tylko dlatego, że odpowiadał oddolnym potrzebom. – Weźmy edukację po katalońsku – mówi. – Zdecydowana większość nauczycieli przyjęła ją z entuzjazmem.

W Katalonii wyrosło w rezultacie pokolenie, które funkcjonuje w pozbawionej punktów stycznych z resztą Hiszpanii rzeczywistości: ogląda TV3 (telewizję na, skądinąd, dużo wyższym poziomie niż ogólnohiszpańska TVE), czyta wydawaną w Barcelonie prasę, zamiast „Hiszpania” mówią „państwo hiszpańskie”. Dla nich ewentualne zerwanie z Hiszpanią to operacja o zerowych kosztach emocjonalnych.

Ta grupa niekoniecznie stanowi jednak większość. Dzisiejsza Katalonia to niezwykle złożone społeczeństwo, które przez cały XX w. przyjęło miliony imigrantów z innych, biedniejszych, części Hiszpanii: Galicii, Andaluzji, Murcji. Wielu z ich potomków to dziś najbardziej entuzjastyczni zwolennicy niepodległości. Inni, choć urodzeni w katalońskim Ripollet albo Sabadell, pielęgnują związki z miejscem pochodzenia rodziców i wciąż mówią o sobie: jestem z Andaluzji. Do hiszpańsko-katalońskiej mieszanki dochodzi kilkaset tysięcy Latynosów, Marokańczyków, Senegalczyków i wschodnich Europejczyków, którzy sprowadzili się do Katalonii w pierwszej dekadzie XXI w. Dla większości z nich katalońskie dążenia niepodległościowe to abstrakcja.

4.

Napięcie w Katalonii nie jest niczym nowym. Już w „Hiszpańskim labiryncie” Gerald Brenan pisał: „Podstawowym problemem politycznym [Hiszpanii] było zawsze utrzymanie równowagi między efektywnym rządem centralnym i imperatywami autonomii lokalnej. Jeśli centrum stosuje przesadną siłę, prowincje się buntują i ogłaszają niepodległość. Jeżeli siła jest niewystarczająca, wycofują się, by praktykować bierny opór”.

Chwilowo polityczna sytuacja jest dość patowa. W wyborach do lokalnego parlamentu 27 września, które stały się de facto plebiscytem za lub przeciw niepodległości, ugrupowania niepodległościowe zdobyły większość miejsc (72 ze 135), ale już nie głosów (47,4 proc.). Na pytanie, ilu Katalończyków opowiada się dziś za utworzeniem własnego państwa, odpowiedziałoby oficjalne referendum, ale o jego organizacji nie chce słyszeć centralny rząd. Roboczo można jednak przyjąć, że jest ich połowa.

Ich liczba będzie w najbliższych latach rosnąć lub spadać w zależności od tego, czy rząd centralny otworzy się wreszcie na negocjacje w sprawie przyszłości Katalonii, których do tej pory odmawiał. Kwestie narodowościowe zeszłyby prawdopodobnie na dalszy plan, jeśli udałoby się załatwić sprawy bardziej podstawowe, na czele z modelem finansowania prowincji. Katalonia uważa bowiem, że odprowadza do centralnego budżetu nieproporcjonalnie dużo. Chciałaby też więcej inwestycji: nowe drogi, koleje, porty.

Dla Katalończyków sytuacja ma szansę zmienić się na lepsze po grudniowych wyborach parlamentarnych w całej Hiszpanii. Sondaże przewidują, że większość absolutną straci w nich rządząca Partia Ludowa, która nie chce słyszeć o referendum niepodległościowym.

Ale nawet porażka prawicy i zgoda Madrytu na referendum nie przesądzają sprawy. Na 20 listopada zapowiedziana jest premiera sequelu komedii Emilio Martineza-Lázaro. Tym razem będzie się nazywała „Osiem nazwisk katalońskich”. Gdyby ich wymienienie miało stanowić dowód na katalońskość, może się okazać, że prawdziwych Katalończyków jest już za mało na niepodległość.

Aleksandra Lipczak z Barcelony

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj