ONZ ma już 70 lat. Czy jeszcze ma sens?
Starsza pani
Obchodząca 70. urodziny ONZ jest już starszą panią. Wiele osób chętnie odesłałoby ją na emeryturę. Problem jednak w tym, że organizacja nie ma godnej następczyni.
ONZ kończy właśnie 70 lat.
United Nations Photo/Flickr CC by 2.0

ONZ kończy właśnie 70 lat.

.
United Nations Information Centres/Flickr CC by 2.0

.

Odpowiedź na pytanie, czy obchodząca właśnie swoją 70. rocznicę powstania Organizacja Narodów Zjednoczonych (ONZ) sprawdziła się, nie jest łatwa. Z jednej strony wiele osób podkreśla, że ONZ jest bardzo ważna, i już sam fakt, że należą do niej wszystkie państwa, jest wielką wartością. Trzeba też pamiętać, że zajmuje się sprawami globalnymi, często mało nośnymi medialnie, za to pilnymi do zrobienia. Dba o prawa człowieka. Jest strażnikiem światowego pokoju. Niedawno to ONZ, reprezentowana przez pięciu stałych członków Rady Bezpieczeństwa – a nie Stany Zjednoczone, jak często mylnie podaje się w mediach – podpisała umowę nuklearną z Iranem.

ONZ niesie również pomoc biednym i wykluczonym, a w wielu rejonach świata pomaga w planowaniu rodziny, ochronie matek i umożliwieniu dzieciom zdrowego rozwoju. O jej znaczeniu najmocniej świadczy działalność i rozpoznawalność tworzących ją agend. Takich jak choćby Światowa Organizacja Zdrowia czy Biuro Wysokiego Komisarza ds. Uchodźców, przez które płynie pomoc dla tysięcy albo i milionów ludzi, którzy musieli opuścić swoje domy.

Nie trzeba być jednak ekspertem, żeby widzieć, że 70-letnia ONZ nie jest bez wad. Najczęściej zarzuca się jej skostnienie i nieskuteczność. Krytycy twierdzą, że zajmuje się głównie obradowaniem i produkowaniem kolejnych konwencji, których jednak w praktyce często nie potrafi wyegzekwować. Pojawiają się też pretensje o zbyt rozdętą biurokrację i nieprzystającą do współczesnych czasów reprezentację krajów w Radzie Bezpieczeństwa. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja, Rosja i Chiny jako stali członkowie RB już dawno nie powinny być jedynymi mocarstwami, które mają decydujący głos i prawo weta. Nie dziwią starania Indii, żeby znaleźć się w gronie stałych członków, w końcu to jedno z najludniejszych krajów świata. Niemcy też powinni się tam znaleźć – choćby dlatego, że zawsze biorą udział w misjach pokojowych i łożą niemałe pieniądze na utrzymanie światowego porządku.

Organizacji wypomina się skandale korupcyjne (np. program „Ropa za żywność”), nieudane misje pokojowe (np. Srebrnica czy Rwanda) i nadużycia seksualne „błękitnych hełmów” (w tegorocznym raporcie mowa o 480 oskarżeniach o nadużycia seksualne w latach 2008–2013, do których doszło m.in. w Haiti i Liberii).

Adwokaci ONZ zawsze jednak znajdują argumenty na obronę tej organizacji. Przy rozszerzeniu grona stałych członków RB twierdzą, że jeśli zostanie stworzony precedens, to system się rozleci. Bo jeśli grono stałych członków poszerzy się o Indie, to dlaczego nie o Pakistan, a jeśli drzwi zostaną otwarte przed Niemcami, to dlaczego zamykać je przed Włochami itd. Korupcję uzasadniają wielkością organizacji i liczbą zatrudnionych, twierdząc, że przy tysiącach ludzi pracujących w setkach organizacji na całym świecie zawsze znajdą się jacyś krętacze, którzy będą próbowali wykorzystać swoją uprzywilejowaną pozycję. Nieudanym misjom przeciwstawiają te, które były sukcesem (np. w Kambodży). A zarzut o nieumiejętności wprowadzenia rozmaitych konwencji w życie kwitują tym, że przecież ONZ jako organizacja nie jest w stanie zmusić państw członkowskich do przestrzegania podjętych zobowiązań.

70-letnia jubilatka kryształowa nie jest – to wiadomo. Ale też naiwnością byłoby wysuwać wobec niej takich oczekiwania. Ważne chyba jednak jest to, żeby jako starsza pani nie zatraciła chęci rozwoju, nie popadła w marazm i samozadowolenie, które energii raczej jej nie doda. Postulat, żeby rozwiązać ONZ i na jej miejsce utworzyć nową organizację, z nowym statutem i na nowych, współczesnych zasadach, pojawił się już pod koniec lat 90. Wiedząc prawdopodobnie, jak trudne to mogłoby być przedsięwzięcie, nigdy tych pomysłów nie zrealizowano.

Oczywiście ideowość i zapał częściej zdarza się dwudziesto- czy trzydziestolatce, z siedemdziesięciolatką różnie bywa. ONZ wygrywa raczej konsekwencją, wiedzą i doświadczeniem. Jednak jako doświadczona starsza pani powinna też zdawać sobie sprawę, że trzymanie się starych przyzwyczajeń nie zawsze daje dobre rezultaty. Nie powinna się też obrażać, gdy ktoś mówi, że sprawy nie zawsze wyglądają tak, jakby chciała to przedstawiać.

W końcu zarówno krytykom, jak i pochlebcom w gruncie rzeczy chodzi o to samo – żeby zadania do których ONZ została powołana były dobrze wykonywane.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj