Rekordowe notowania dla Putina mogą tylko rosnąć
Notowania Putina to zbiorczy rating bohatera ulubionego serialu i zwycięskiego wodza.
Służba Prasowa Prezydenta Rosji/Wikipedia

89,9 proc. – tyle, według najnowszych badań zaprzyjaźnionej z Kremlem sondażowni WCIOM, wynoszą najświeższe notowania rosyjskiego prezydenta. To rekord, choć wcale nie zaskakujący. Od ponad półtora roku, czyli od początku kryzysu na Ukrainie, rating prezydenta nie spadł poniżej 80 proc. A w czerwcowych badaniach WCIOM wyniósł tylko niewiele mniej niż obecny rekord – 89,1 proc.

To efekt decyzji o bombardowaniu celów w Syrii i prowadzonej tam operacji antyterrorystycznej – tłumaczą socjolodzy z ośrodka, który zrobił badania. I mówią prawdę.

Od jesieni 2013 r. na ekranach rosyjskich telewizorów trwa serial. Jego głównym bohaterem jest silny, zdecydowany, nieuginający się pod zewnętrznym naciskiem i choć już nie najmłodszy, to całkiem przystojny Władimir Władimirowicz.

Władimir Putin w tym serialu w zasadzie nie ma wad. Bo nie jest po prostu sobą, ale czymś znacznie więcej. Symbolizuje państwo, całą Rosję. Silną, odnowioną, podnoszącą się z kolan. Przywracającą sprawiedliwość, walczącą z krzywdą ludzką, dyktującą innym, niesłuchającą dyktatu.

Serial ma wszystkie cechy dobrej rozrywki. Dostarcza emocji – czy to zdradę bratniego narodu, czy bohaterstwo „ochotników” (o których wszyscy wiemy, że to rosyjscy żołnierze, ale o tym cicho sza), płacz „naszych” dzieci, spiski i knowania wrogów, przede wszystkim jednak wzruszającą troskę Rosji o zwykłego człowieka na Krymie, w Donbasie, a ostatnio także w Syrii.

Serial jest profesjonalnie nakręcony i ma to, czego rosyjskiemu widzowi potrzeba szczególnie – nagłe zwroty akcji. Aneksja, czyli po rosyjsku „przywrócenie Krymu” do macierzy, nie może przecież trwać rok, dwa, trzy. Dlatego zielone ludziki zmieniają się w rosyjski specnaz, Krym w Donbas, Donbas w Syrię, a wyrzutnie Grad w samoloty bojowe.

Ten serial naprawdę porywa, zwłaszcza że w telewizji nie ma innych. Ma jeszcze jedną zaletę. Chociaż dzieje się naprawdę, to jest wirtualny. Jest gdzieś daleko, nic nie kosztuje rosyjskiego widza, niczego od niego nie wymaga. Może jedynie odpowiedzi „tak” na sondażowe pytanie: „Czy popierasz”?

Co by jednak nie mówić, to fenomen na niebywałą skalę, że notowania prezydenta są tak wysokie przez tak długi czas. I poprzednio padały rekordy, ale – po pierwsze – nie zawsze sięgały takich wyżyn, po drugie – nigdy nie utrzymywały się tak długo. Władimir Putin bił rekordy popularności na fali operacji antyterrorystycznej i wojny w Czeczenii w 2000 r., po wojnie w Gruzji w 2008 r., ale także w 2003 r., gdy walczył z oligarchami i wygrażał Ameryce.

Kiedy jednak patrzymy na wyniki rosyjskich sondaży, warto pamiętać, że socjologia w kraju bez wolnych wyborów i realnych alternatyw politycznych ma trochę inny sens i wiarygodność niż w krajach, gdzie one istnieją. To nie tyle ocena polityki, ile opowiedzenie się po jednej ze stron w sytuacji oblężenia. „Czy popierasz politykę prezydenta?” znaczy mniej więcej tyle co: „Czy jesteś po słusznej stronie?”.

Po Krymie i Donbasie legitymacja Putina nie jest już legitymacją wybieranego lidera, a wojennego przywódcy – pisał rok temu politolog Nikołaj Pietrow. Warto dodać, że dzięki sprawnym trybom propagandy Putin jest przywódcą wyłącznie zwycięskim. Nie popełnia żadnych błędów, a rosyjska polityka zagraniczna to pasmo dyplomatycznych sukcesów i wojennych wiktorii. Bo Rosja od kilkunastu miesięcy jest na wojnie, nawet jeśli na Zachodzie nikt nie chce tego przyznać.

Justyna Prus jest analitykiem Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj