Gwatemalski komik prezydentem
Pajac jako barometr
Wybranie telewizyjnego komika Jimmy’ego Moralesa na prezydenta kraju nie oznacza, że Gwatemalczykom jest do śmiechu.
Na czele listy swoich zasad prezydent komik wymienia „lęk wobec Boga, ojczyznę i honor”.
Esteban Biba/EPA/PAP

Na czele listy swoich zasad prezydent komik wymienia „lęk wobec Boga, ojczyznę i honor”.

Jimmy Morales, lat 46, przez 15 lat prowadził humorystyczny program autorski w telewizji. I właśnie został prezydentem Gwatemali. Poparło go 67 proc. wyborców, co oznacza mniej więcej tyle, że – przytaczając słowa byłego przywódcy z innej części świata – „nie miał z kim przegrać”.

Naturalne pytania: Co takiego dzieje się w kraju, że ludzie wolą pajaca i żartownisia o niezbyt wyszukanym dowcipie od normalnych polityków? Zwariowali wyborcy czy zwariowała polityka? A może jedno i drugie?

Masowy grób zimnej wojny

Gwatemala, kraj w Ameryce Środkowej, 15 mln mieszkańców. To jeden z najbardziej nieszczęśliwych krajów zachodniej półkuli. W XIX i XX w. była bananową republiką – rządy sprawowała lokalna oligarchia usłużna wobec Waszyngtonu. Nadzieja dla żyjącej w nędzy większości pojawiła się na początku lat 50. zeszłego wieku, kiedy wybory wygrał postępowy ekspułkownik Jacobo Arbenz; w języku europejskich idei: socjaldemokrata.

Arbenz przeprowadził reformę rolną, polegającą na wywłaszczeniu części latyfundiów. Naruszył w ten sposób m.in. interesy amerykańskiego koncernu United Fruit Co. W 1954 r. sekretarz stanu USA John Foster Dulles wezwał do uznania zasady, że „wszelkie interwencje komunistów na zachodniej półkuli są nielegalne”. Chodziło o izolację i wytworzenie wokół Arbenza aury podejrzliwości, mimo że nie był komunistą ani nie było najmniejszych poszlak radzieckich wpływów na jego rząd.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj