Chiny znów straszą
Giełda w Szanghaju przeraziła inwestorów na całym świecie. Czy to powrót do gwałtownych turbulencji sprzed pół roku?
Giełda w Szanghaju musiała przerwać notowania, gdy główny indeks CSI 300 stracił ponad 7 proc.
huffting/Tumblr

Giełda w Szanghaju musiała przerwać notowania, gdy główny indeks CSI 300 stracił ponad 7 proc.

Na nowy rok w Chinach trzeba poczekać jeszcze ponad miesiąc, ale za to Chińczycy zdołali popsuć świętowanie na innych giełdach. Ich parkiet w Szanghaju musiał przerwać notowania, gdy główny indeks CSI 300 stracił ponad 7 proc. Aktywowany został wówczas specjalny mechanizm, mający przerwać spadki. W ten sposób Chińczycy zabezpieczają się na wypadek panicznej wyprzedaży. A taką przeżywali całkiem niedawno, bo w czerwcu i lipcu ubiegłego roku.

Kto inwestuje na szanghajskiej giełdzie, ten musi mieć ostatnio nadzwyczaj silne nerwy. Wiosną 2015 r. kursy akcji szybko rosły, a główny indeks poszybował z poziomu 3,5 tys. do ponad 5 tys. punktów. Letni krach przyniósł ogromne straty tym, którzy kupowali akcje w maju i czerwcu. Pod koniec sierpnia indeks CSI 300 spadł do zaledwie 3 tys. punktów, czyli o prawie połowę. Potem sytuacja się nieco ustabilizowała, ale pierwsza sesja w 2016 r. znowu okazała się dramatyczna.

Powodów takiej paniki na chińskiej giełdzie jest kilka. Inwestorów przeraziły informacje o wciąż słabnącym chińskim przemyśle. Do tego konflikt między Rijadem a Teheranem może oznaczać spore straty dla chińskich firm, które zainwestowały w przemysł naftowy Iranu. Jednak chyba najbardziej niepokoi drobnych chińskich inwestorów kończący się zakaz sprzedaży akcji przez dużych udziałowców. Został on wprowadzony właśnie pół roku temu i przyczynił się wówczas do wyhamowania spadków. Zgodnie z przepisami inwestor mający powyżej 5 proc. akcji w firmie notowanej na szanghajskiej giełdzie nie mógł ich sprzedać. To ograniczenie już niedługo zniknie.

Sami Chińczycy, zwłaszcza nowi, mali inwestorzy, giełdy się dopiero uczą i sami swoim zachowaniem dodatkowo destabilizują rynek. Tłumnie kupują, gdy robią to inni, a kiedy widzą spadki, łatwo wpadają w panikę i chcą się pozbyć swoich akcji. Trudno ich winić za takie reakcje, skoro zostali rzuceni na głęboką wodę bez odpowiedniej edukacji.

Kłopot dla świata w tym, że chińska giełda nie jest już peryferyjnym parkietem, ale elementem bardzo ważnego państwa, będącego przez ostatnie lata siłą napędową światowej gospodarki. Teraz ta siła słabnie, choć nadal nie wiemy, jak bardzo. Czy to poważne spowolnienie, czy tylko naturalne przechodzenie od gospodarki opartej na przemyśle i taniej sile roboczej do gospodarki, której podstawą są usługi?

Póki kondycja Chin nie będzie lepiej znana, każde turbulencje na szanghajskiej giełdzie mogą wywoływać bardzo nerwowe reakcje na całym świecie.

Także w Warszawie, gdzie na początek nowego roku WIG 20 też sporo traci. Chociaż akurat my chińskimi kłopotami usprawiedliwiać się raczej nie powinniśmy. W końcu polscy inwestorzy mają na głowie wystarczająco dużo zmartwień fundowanych przez nowy rząd. W ostatnim roku giełda warszawska może i nie przeżywała tak dramatycznych chwil jak szanghajska, ale i tak wypadła od niej dużo gorzej.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj