Czy Unia Europejska zmieni kurs wobec Białorusi?
Duch strachliwego realizmu
Ograniczanie sankcji wizowych wobec elit politycznych skupionych wokół Łukaszenki jest faktem; to dowód na kolejną zmianę kursu Brukseli wobec Mińska. Odtąd ów nowy kurs będzie dominował w unijnym mainstreamie.
.
Materiały promocyjne

.

.
mb7art/Flickr CC by 2.0

.

Okładka najnowszego numeru „Nowej Europy Wschodniej”
materiały prasowe

Okładka najnowszego numeru „Nowej Europy Wschodniej”

Artykuł ukazał się w najnowszym numerze „Nowej Europy Wschodniej”. Sprawdź, co jeszcze można w nim znaleźć? »

Dzisiejsza Unia Europejska jest kompletnie inna niż w latach 2005–2006, kiedy wskutek rozbijania Związku Polaków na Białorusi polska dyplomacja była w stanie jeszcze komukolwiek w Europie przetłumaczyć, że to nie „polski problem”, ale zasadnicza sprawa, ponieważ dotyczy likwidacji jednej z ostatnich niezależnych struktur na Białorusi. Dzisiejsza Unia działa też inaczej niż w 2010 roku, gdy po spacyfikowaniu protestów przeciw fałszerstwom wyborczym na Białorusi wprowadzano sankcje.

Trzeba sobie powiedzieć jasno, że nie wchodzi w grę efektywne polityczne izolowanie Białorusi, zawiodły rachuby, że powtórzony zostanie któryś ze środkowoeuropejskich scenariuszy transformacyjnych, w wyniku czego „wygłodzony” Łukaszenka utraci władzę po negocjacjach z dostającą z zewnątrz wsparcie opozycją polityczną, albo wariant ukraiński, że wybuchną przeciwko niemu protesty i zmiotą go jak Wiktora Janukowycza.

Sama więc natura władzy Łukaszenki jest tak samo zaskakująca dla obserwatorów, jak pytanie, dlaczego na jego „wymianę” nie zdecydował się Kreml, skoro tylu obserwatorów uznaje od dawna, że byłoby to „banalnie proste”. Szczególnie że Łukaszenka w sprawach dużej wagi dla Kremla potrafił odmówić współpracy z Moskwą: jak na przykład w kwestii uznawania państwowości zbuntowanych republik w Gruzji: Abchazji i Osetii Południowej. Podobnie w sprawach ukraińskich: Łukaszenka zawsze utrzymywał kontakty nie tylko z Wiktorem Janukowyczem, ale również z opozycjonistami na Ukrainie przed 2014 rokiem i zachował się pragmatycznie po Euromajdanie, gdy jako pierwszy z przywódców Wspólnoty Niepodległych Państw już oficjalnie przyjmował Petra Poroszenkę jako nowego prezydenta Ukrainy.

Elementem samodzielnej gry Mińska z Moskwą jest też to, że pomimo uznawania rosyjskiej hegemonii prowadzi własną politykę wobec dalekich sąsiadów Rosji: Chin i Kazachstanu. Unia z kolei nie była w stanie zmusić białoruskiego dyktatora do tańca w europejskim rytmie – patrząc wstecz, trudno się oprzeć wrażeniu, że problemem jest nie tylko zmienność polityki unijnej wobec Mińska w ostatnich latach i odwracanie jej wektorów w sekwencji mniej więcej co dwa lata. Kluczowa sprawa to fakt, że w gruncie rzeczy to Łukaszenka dyktował unijnym politykom tempo zmian we wzajemnych relacjach i potrafi ł wymuszać zmiany polityki wobec niego w kontekście pogarszających się relacji z Moskwą lub ociepleń na linii z Kremlem.

Podobnie jest i teraz.

Immunitet za śniadanie

Bez wątpienia punktem przełomowym był fakt, że Łukaszence udało się na przełomie 2014 i 2015 roku uczynić z Mińska jedno z centrów negocjacji nad rozwiązaniem kryzysu powstałego po interwencji Rosji na Ukrainie: od momentu gdy witał w swoich progach i częstował jajecznicą Catherine Ashton, Angelę Merkel, François Hollanda oraz inne postaci europejskiej polityki, było jasne, że choćby ze względów wizerunkowych przez długi czas nie będzie już możliwe atakowanie przywódcy Białorusi czy domaganie się od niego post factum zapłacenia ceny za ponowne symboliczne uznanie go na arenie międzynarodowej. Lecąc do Mińska, wbrew własnym licznym antyłukaszenkowskim deklaracjom, elity polityczne Europy raz jeszcze dały dowód swej niekonsekwencji. Wydarzenia te były jednak tylko długo poszukiwanym przez zachodnich dyplomatów pretekstem do łagodzenia kursu wobec Mińska.

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj