Światowy wyścig wieżowców. Europa zostaje w tyle
Choroba wysokościowa
Petronas Towers w Kuala Lumpur
Brian Lawrence/Getty Images

Petronas Towers w Kuala Lumpur

Wystający ponad chmury wieżowiec Burdż Chalifa – wciąż jeszcze najwyższy budynek świata, ale konkurencja nie śpi.
Henglein and Steets/Getty Images

Wystający ponad chmury wieżowiec Burdż Chalifa – wciąż jeszcze najwyższy budynek świata, ale konkurencja nie śpi.

Pierwszy oficjalny wieżowiec świata w 1885 r. zbudowano w Chicago.
Chicago History Museum/Getty Images

Pierwszy oficjalny wieżowiec świata w 1885 r. zbudowano w Chicago.

Nowojorski „wieżowiec tortowy” Woolworth Building
BEW

Nowojorski „wieżowiec tortowy” Woolworth Building

Filozofia manhattanizmu

Holenderski architekt Rem Koolhaas w słynnej książce „Deliryczny Nowy Jork” nazwał tę początkową erę wieżowców „bezmyślną”, pokazując, że najważniejsza konstrukcja ludzkości rodziła się spontanicznie i bez założeń ideologicznych. Te przyszły dopiero po 1916 r., gdy budowniczowie nabrali świadomości, że tworzą coś przełomowego.

Do lat 30. rodziła się filozofia manhattanizmu, której głównym elementem był wieżowiec. Każdy stanowił odrębny, sztuczny świat, podzielony na niepowiązane elementy – każde piętro było inne (bank, hotel, sklep czy klub sportowy), ale skomunikowane z zewnętrzną rzeczywistością dzięki telefonom i jednocześnie niezależne, bo sztucznie oświetlone i klimatyzowane. Pozwalały zagęszczać ludzi, sprawy, interesy i działać 24 godz. na dobę. Bogactwo różnych wydarzeń skrywały fasady wieżowców: monotonne, jakby celowo pozbawione wyrazu i tajemnicze.

Najdoskonalszą w tej kategorii była gładka, neutralna „skóra” najsłynniejszego wieżowca w historii – Empire State Building. Jego budowa ruszyła dwa dni po Czarnym Czwartku na Wall Street w 1929 r. W pierwszej fazie Wielkiego Kryzysu rosnący o jedno piętro tygodniowo budynek był największym pracodawcą. W ponurym pejzażu był jak latarnia morska wskazująca nowojorczykom odległy, ale pogodniejszy czas.

Pisarz Francis Scott Fitzgerald nazywał go Feniksem. Patrząc z tarasu ukończonej w 1931 r. budowli, nie mógł się nadziwić, jak wiele zmieniło się w ciągu zaledwie dekady. Autor „Wielkiego Gatsby’ego” był jednym z tych, którzy napędzali mit Nowego Jorku jako świata bezgranicznych możliwości. Na dachu Empire uświadomił sobie jednak, że Manhattan „jest tylko miastem”, z trudem spłacającym rachunki za szampańskie szaleństwo.

Empire powstał bez pomysłu, z jedną tylko ambicją – miał być wyższy niż ukończony niedawno gotycki gmach Chryslera. Krytycy nazywali go więc „gościem, który spóźnił się na przyjęcie”. Tuż po otwarciu większość powierzchni była pusta, w kryzysie nikt nie chciał przestrzeni biurowych. Budynek zaczął zarabiać dopiero po 20 latach, ale jego legenda rozkwitła od razu, m.in. dzięki filmowi „King Kong” z 1933 r., w którym wielka małpa wdrapała się na jego szczyt. Wyjątkowość Empire była długo chroniona. Dominował nad Manhattanem i całym światem.

Dopiero w 1973 r. przerosły go Wieże World Trade Center (517 m i 514 m) – ultraproste, bezduszne, wyrastające z ogromnego, pustego skweru. Wyrażały coś nowego – nadejście globalizacji. Miały stać się światową stolicą finansową, mieścić interesy i pracowników ze wszystkich zakątków świata. Reklamowano je jako inkarnację wieży Babel. Ale one także „spóźniły się na przyjęcie” – otwarto je w trakcie kryzysu paliwowego i dekoniunktury. Zimne, odpychające, nie podobały się nowojorczykom.

Dopiero brawurowy spacer na linie Philippa Petit w 1974 r. tchnął w nie ducha. Ale budynki bez najemców długo straszyły pustką, a swą globalną obietnicę spełniły dopiero po dwóch dekadach, w latach 90. Paradoksalnie potwierdzeniem ich sukcesu jako centrum kapitalizmu był zamach terrorystyczny, który w 2001 r. spowodował zawalenie obu wież i śmierć ponad 2700 osób.

Miliony ludzi na świecie widziały, jak rozgrzana w wyniku wybuchu paliwa lotniczego i pożarów stal topiła się i uginała. Katastrofa spowodowała istotne zmiany w konstruowaniu wieżowców. Postawiony w ich miejscu wieżowiec 1 World Trade Center – przypominający kryształ i w całości obłożony szkłem – posiada betonowy, ognioodporny kręgosłup zamiast stalowego obramowania. Mierzy 541 m i jest najwyższym budynkiem na zachodniej półkuli. 1 WTC powstawał w bólach przez 13 lat, miał wiele opóźnień i dodatkowych kosztów, a teraz bardzo potrzebuje być „naj”. Dlatego na Manhattanie obowiązuje cicha umowa, że nic wyższego już nie powstanie.

W kłopocie jest natomiast Central Park, bo coraz więcej deweloperów otrzymuje pozwolenia na superwysokie budynki zasłaniające parkowe polany. Regulację z 1916 r. chroniącą przed kradzieżą światła słonecznego zmieniono i dziś nie zabezpiecza żyjących w dole maluczkich. Eksperci ostrzegają, że ostre rozwarstwienie pejzażu Manhattanu odzwierciedla różnice ekonomiczne dzielące mieszkańców. A konflikt, który ma z tego wyniknąć w przyszłości, już dziś kładzie się cieniem na najbardziej demokratycznym terenie zielonym w mieście.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj