Poroszenko popycha premiera Ukrainy do dymisji. Ale kto miałby go zastąpić?
Polowanie z nagonką
Chcąc dymisji premiera, prezydent lub jego otoczenie musi namówić Jaceniuka do jej złożenia. Próbowano naciskać, a sam premier stawia trudne do spełnienia warunki.
Prezydent Petro Poroszenko chciałby dymisji premiera Arsenija Jaceniuka.
Петро Порошенко/Flickr CC by 2.0

Prezydent Petro Poroszenko chciałby dymisji premiera Arsenija Jaceniuka.

Prezydent Petro Poroszenko chciałby dymisji premiera Arsenija Jaceniuka. Na razie bezskutecznie. Jaceniuka chroni ukraińska konstytucja, która pozwala tylko raz, podczas trwającej sesji parlamentu, głosować wotum nieufności wobec szefa rządu. Jaceniuk niedawno ocalił głowę, dzięki – jak się ocenia w Kijowie – wpływom oligarchów w Radzie Najwyższej. Czy Poroszenko spróbuje zrealizować swój polityczny plan w tym tygodniu? Jeśli nie, Jaceniuk może sprawować swój urząd do końca obecnej sesji, czyli do jesieni.

Niepewność działa deprymująco. Nie tylko na rząd, który zresztą pracuje w niepełnym składzie po głośnych dymisjach ministrów. Także na nastroje w kraju i na tempo prowadzenia reform, co dla Ukrainy jest sprawą być albo nie być. To od skuteczności reform MFW uzależnia wypłaty kolejnych transzy pomocowych. To brak wyraźnych efektów walki z korupcją zniesmacza Amerykę.

Sam Jaceniuk też jest w niezręcznej sytuacji: trudno rządzić krajem wbrew planom prezydenta, zwłaszcza gdy proprezydencka partia (Blok Petro Poroszenki) to największa siła w parlamencie. Premier nawet dramatycznie zaapelował do prezydenta, udzielając wywiadu jednej z zachodnich gazet: niech się zdecyduje, niech mnie odwoła albo popiera naszą, rządową linię, mówił.

Jaceniuk jest krytykowany przez obóz prezydenta – tę grę rozpoczął mer Odessy Miheil Saakaszwili, zarzuca mu się spowalnianie reform i sprzyjanie oligarchom.

Chcąc dymisji premiera, prezydent lub jego otoczenie musi namówić Jaceniuka do jej złożenia. Próbowano naciskać. To nie jest łatwe zadanie, bo premier nie zamierza odejść w polityczny niebyt, a trudno znaleźć zajęcie odpowiadające jego aspiracjom (No, w każdym razie od miesiąca takiej funkcji nie zaoferowano). Jeśli nie – partia Jaceniuka, w złości, opuści koalicję.

Jaceniuk stawiał nie tylko taki warunek. Gotów był odejść, jeśli jego miejsce zajmie obecna minister finansów Natalia Jareśko. Tymczasem Jareśko, nawet gdyby się zgodziła (wiadomo, że takie rozmowy prowadzono przez ponad tydzień), nie może liczyć na poparcie deputowanych, nie otrzyma koniecznych 226 głosów. Zresztą i ona postawiła twarde warunki, m.in. zmianę relacji rządu i parlamentu.

Inna możliwość to wysunięcie przez koalicję kandydata na premiera. Kandydata, który mógłby liczyć na poparcie większości. Takiego człowieka nie znaleziono. Mówiło się, że mógłby to być Oleksandr Turczynow, ale równie szybko pojawiły się opinie, że Stany Zjednoczone nie byłyby temu przychylne, mając do kandydatury Turczynowa sporo zastrzeżeń, sięgających czasów, gdy pełnił funkcję p.o. prezydenta.

Nie dały też dobrego skutku przymiarki do powołania rządu fachowców, rozmowy z merem Lwowa Andrijem Sadowym jako kandydatem na szefa takiego gabinetu zakończyły się fiaskiem. Jak podała gazeta internetowa „Ukraińska Prawda”, z Sadowym przed tygodniem rozmawiał osobiście prezydent. Jednak ten odmówił, a jego ugrupowanie, Samopomoc, które wyszło z parlamentarnej koalicji, nie zamierza na razie do niej powracać.

Nowych wyborów chciałaby natomiast Batkiwszczyna, partia Julii Tymoszenko, która też opuściła koalicję, ostro kąsając Jaceniuka. Premier był kiedyś jednym z liderów Batkiwszczyny, gdy Julia Tymoszenko przebywała w więzieniu. Potem założył własne, konkurencyjne ugrupowanie, idąc do wyborów. Julia mu tego nie zapomni z pewnością, na jej poparcie liczyć nie może.

Tymoszenko o koncepcji nowych wyborów opowiadała szeroko podczas niedawnej wizyty w Stanach, ale bardzo się to nie spodobało amerykańskim politykom. Bo nowe wybory to zamieszanie na scenie politycznej, z jakiego nic dobrego nie wyniknie. Będzie to jedynie zamieszanie, przetasowanie o ramach obecnych elit, bo na horyzoncie nie ma silnej i atrakcyjnej nowej partii ani lidera, który mógłby odegrać rolę czarnego konia.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj