Narasta konflikt w Górskim Karabachu
Tak źle nie było
W Górskim Karabachu toczą się najbardziej zacięte walki od końca wojny z początku lat dziewięćdziesiątych. Wpisują się w serię wydarzeń „rozmrażających” ormiańsko-azerski konflikt.
.
President.am (cc) commons.wikimedia.org/Wikipedia

.

Artykuł ukazał się w wydaniu internetowym dwumiesięcznika Nowa Europa Wschodnia »

Nazywanie ormiańsko-azerskiego sporu o Górski Karabach zamrożonym konfliktem zniekształca obraz sytuacji w regionie. To konflikt o niskiej, ale stałej intensywności, która na przestrzeni lat stopniowo narasta. W ciągu ostatnich kilku lat po obu stronach ginęło co najmniej kilkadziesiąt osób rocznie – zarówno cywili, jak i wojskowych. Sukcesywnie wykorzystuje się też coraz bardziej zaawansowane technologie, wprowadzając helikoptery, a nawet czołgi. Obecne działania zbrojne, choć wpisują się w ogólną tendencję, różnią się od wcześniejszych skalą, intensywnością, długością trwania i przyjętą strategią wojskową. Rozpoczęły się w nocy z 1 na 2 kwietnia.

Z Waszyngtonu do Karabachu

Rokrocznie wiosną, gdy na wzgórzach Górskiego Karabachu topnieją śniegi, wzrasta azersko-ormiańskie napięcie. W marcu tego roku odnotowano wyjątkowo wysoką liczbę naruszeń oficjalnie obowiązującego zawieszenia broni. Z niepokojem obserwowano również wspólne ćwiczenia tureckich i azerbejdżańskich sił powietrznych.

Działania zbrojne rozpoczęły się kilka dni temu, tuż po zakończeniu Szczytu Nuklearnego w Waszyngtonie, gdzie byli obecni prezydenci Armenii i Azerbejdżanu – Serż Sarkisjan i Ilham Alijew. Obaj nie zdążyli jeszcze wrócić na Kaukaz, gdy wszczęto walki. Zasadnym zatem jest pytanie, czy oznacza to, że ofensywa była przygotowana z wyprzedzeniem i była uzależniona od wyniku rozmów na waszyngtońskim szczycie?

Mimo że obie strony oskarżają się nawzajem o sprowokowanie walk, o wiele bardziej prawdopodobne wydaje się, iż to Azerbejdżan był stroną atakującą. Dla Ormian utrzymujące się od dwudziestu dwóch lat status quo jest najwygodniejszym wariantem (stąd też strona ormiańska nie dąży aktywnie do wznowienia rozmów pokojowych, wymagających z ich strony kompromisu rozumianego jako „krok w tył”). Każdy niespokojny ruch ze strony Ormian narażałby ich na ewentualne straty terytorialne. Wobec Rosji nad Hrazdanem stosuje się zaś zasadę ograniczonego zaufania. Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym nie może stanowić bowiem bezpośredniego wsparcia w Karabachu, a zwiększona obecność Rosjan w regionie nie zagwarantuje bezpieczeństwa w większym stopniu niż dotychczas (Rosja nie jest zainteresowana trwałym rozwiązaniem konfliktu) – zwiększyłoby to jedynie armeńską zależność od Kremla. Mało prawdopodobny jest zatem scenariusz, w którym Moskwa próbuje załatwić swoje regionalne interesy rękoma Ormian.

Azerbejdżan jest w innej sytuacji. Przegrał wojnę karabaską, tracąc nie tylko Karabach, ale też przyległe terytoria, które dziś okupują Ormianie. Wywołuje to niezgodę i frustrację: tak ze strony lokalnych przywódców, jak i całego azerbejdżańskiego społeczeństwa. Utrzymujące się niskie ceny ropy i gazu pogrążają dodatkowo kraj w kryzysie ekonomiczno-społecznym. Podgrzanie temperatury konfliktu i ewentualne zdobycze terytorialne pomogłyby Baku wzmocnić swoją pozycję międzynarodową, wpłynęłyby też na nastroje społeczne, wywołując nacjonalistyczno-patriotyczną reakcję. Najpewniej więc azerbejdżańska armia planowała konflikt o charakterze lokalnym (walki nie toczą się na granicy armeńsko-azerbejdżańskiej) i zdobycie paru posterunków czy miejscowości, znajdujących się na okupowanych terenach.

Obecne walki różnią się od incydentów, które regularnie mają miejsce na linii frontu – nowością są zdobycze terytorialne. Zarówno media armeńskie, jak i azerbejdżańskie donosiły o zajęciu miejscowości Tałysz i okolicznych wzgórz przez wojsko Alijewa. Perspektywa zmiany stanu posiadania spędza sen z powiek obu stronom – Ormianie robią wszystko, by do tego nie dopuścić, dla Azerbejdżan zdobycze terytorialne są głównym celem militarnym. Dlatego intensywne walki jeszcze się nie zakończyły.

Czy obecne działania zbrojne były zatem przygotowane w Baku jeszcze przed szczytem w Waszyngtonie i miały być narzędziem szantażu lub wyrazem niezadowolenia z trwających od przeszło dwóch dekad rozmów pokojowych? Nie wiadomo. Z większą uwagą należy się jednak przyglądać kalendarzowi dyplomatycznemu, który bardziej niż względy wojskowe może determinować decyzję o podjęciu walk.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj