Przenieśliśmy wojnę polsko-polską do Parlamentu Europejskiego
W środę Parlament Europejski nie będzie głosował nad projektem jednej rezolucji w sprawie kryzysu konstytucyjnego w Polsce, jak pierwotnie zapowiadano, tylko nad dwoma.
.
Martin Schulz/Unia Europejska

.

Jeden projekt przygotowali posłowie Platformy Obywatelskiej zrzeszeni we frakcji Europejskiej Partii Ludowej (EPL). Popierają go przedstawiciele pięciu frakcji, w tym m.in. chadecy, socjaldemokraci, liberałowie i zieloni. I drugi, stworzony w odpowiedzi na projekt rezolucji Platformy i nazywany kontrrezolucją, autorstwa posłów z PiS, którzy w Parlamencie Europejskim zasiadają we frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR). Podpisało się pod nim 14 posłów z PiS, a także Brytyjczyk Syed Kamall i Łotysz Roberts Zile.

Pierwszy projekt wzywa polskie władze do wdrożenia opinii Komisji Weneckiej i opublikowania wyroku TK. Nie krytykuje samego państwa, ale wskazuje raczej, że to obecna władza podważa wiarygodność i osiągnięcia naszego kraju. Natomiast projekt kontrrezolucji wykazuje, że obecny kryzys konstytucyjny wynika z działań poprzedniej ekipy rządzącej, a obecna władza tylko naprawia sytuację.

Profesor Ryszard Legutko twierdzi, że kontrrezolucja powstała dlatego, że projekt Platformy był tak „niegodziwie jednostronny”. Należało więc pokazać racje drugiej strony. A Julia Pitera wątpi w czyste intencje i podpowiada, że działania posłów z PiS przeprowadzane są wyłącznie na użytek krajowy. I że posłom PiS chodzi tylko o to, żeby pokazać przed swoim elektoratem, że walczą i stają w obronie kraju.

Biorąc pod uwagę poparcie dla projektów obu rezolucji, widać, że przejdzie projekt zaproponowany przez PO. Kontrrezolucja pokazuje jednak nieustępliwość posłów z PiS. Świadczy też o tym, że postawa polskiego rządu będzie niezmienna. I wysyłane w świat sygnały, które miałyby świadczyć o zbliżającym się kompromisie, to fikcja i propaganda.

Jutrzejsze popołudniowe głosowanie będzie imienne, więc pokaże, kto popiera pisowski projekt rezolucji. I jeśli wśród popierających znajdą się np. skrajni antyunijni eurodeputowani, będzie to świadczyło jak najgorzej, a dla PiS stanie się raczej kłopotem niż wybawieniem.

Na szczęście nie będzie debaty, więc raczej obędzie się też bez ekscesów. Dlatego głosowanie i zainteresowanie Parlamentu Europejskiego należy raczej potraktować w kategorii symbolu. Chociaż takiego, który ma swoją wagę, bo sam fakt, że taka instytucja jak PE zabiera głos w sprawie kryzysu konstytucyjnego w Polsce i określała swoje stanowisko, nie jest bez znaczenia.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj