Afera wokół węgierskiego banku centralnego
Kolesie bratanków
Szef banku centralnego Węgier wydał miliard dolarów m.in. na wspieranie znajomych z Fideszu i siebie samego. Ale to wciąż tylko ułamek wielkich pieniędzy krążących wokół partii Orbána.
Partyjny holding biznesowy – premier Viktor Orbán i prezes banku centralnego Węgier György Matolcsy
Laszlo Balogh/Reuters/Forum

Partyjny holding biznesowy – premier Viktor Orbán i prezes banku centralnego Węgier György Matolcsy

Z węgierską gospodarką nie jest dobrze. PKB urośnie w tym roku zaledwie o pół procenta. Spada produkcja przemysłowa, co ma ogromne znaczenie dla kraju żyjącego z produkcji samochodów. Premier Viktor Orbán zwołał niedawno nadzwyczajne spotkanie gabinetu w tej sprawie – tłumaczeń oczekiwano od jego dawnego ministra i twórcy polityki gospodarczej Fideszu. Strategia, polegająca m.in. na rozluźnieniu zależności finansowej od Zachodu, nacjonalizacji kluczowych sektorów państwa, poszerzeniu przywilejów socjalnych i liberalnej reformie podatkowej, miała postawić Węgry na nogi.

Autor tego planu György Matolcsy – od trzech lat prezes węgierskiego banku centralnego – miał jednak inne problemy na głowie. Musiał się tłumaczyć z afery, która może pogrzebać nie tylko jego karierę, ale też zatrząść całym systemem Orbána. Złośliwi zaczęli szeptać, że gospodarka Węgier upada razem ze swoim ministrem.

Dwa lata temu węgierski bank centralny utworzył sześć fundacji, które miały „zwiększyć świadomość ekonomiczną obywateli”. Przeznaczono na to – bagatela – miliard dolarów, czyli około 1 proc. węgierskiego PKB. Fundacje interesowały się wszystkim, tylko nie edukowaniem. Pieniądze wydawały m.in. na zakup rządowych obligacji, projekty prawicowych dziennikarzy, firmy związane z prorządowymi biznesmenami, nieruchomości, podróże do Afryki i luksusowe meble.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj