Trzy i pół powodu, żeby cieszyć się z Brexitu
Wychodzenie Wielkiej Brytanii z UE może mieć także pozytywne skutki.
Tumblr

Stało się, Brexit jest faktem. Więc może zamiast opłakiwać rzekomy „koniec europejskiego snu”, dostrzeżmy, że rozpisane na lata wychodzenie Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej może mieć także pozytywne skutki. Powodów do optymizmu jest kilka.

Po pierwsze, Brexit najpewniej podtopi TTIP. Pamiętają Państwo zapewne wielki układ o wspieraniu handlu i inwestycji, który jest od kilku lat sekretnie negocjowany przez Komisję Europejską i Biały Dom. Organizacje pozarządowe (a ostatnio również coraz więcej polityków po obu stronach Atlantyku) nieraz zwracały uwagę, że to układ korzystny przede wszystkim dla międzynarodowych korporacji. Lecz dla obywateli już niekoniecznie. Sam pisałem o nim tu oraz tu.

Do niedawna możliwy był scenariusz, w którym (mimo rodzących się oporów) negocjacje zostają dokończone, a TTIP wchodzi w życie. Być może nawet bez konieczności ratyfikowania go przez parlamenty narodowe (podobno taki scenariusz lansowali w Brukseli najbardziej niecierpliwi zwolennicy traktatu). W warunkach pobrexitowego szoku wydaje się to już dużo mniej prawdopodobne. Bo trudno sobie dziś wyobrazić, by znajdująca się w ogniu krytyki Komisja Europejska forsowała ścieżkę tak jaskrawo sprzeczną z zasadą subsydiarności.

Po drugie, w dłuższej perspektywie Brexit może oznaczać pewien pozytywny kurs na reformę Unii Europejskiej. O której sporo się wprawdzie w ostatnich latach mówiło, ale w praktyce dominowała taktyka gry na przeczekanie (poczekajmy na Brexit albo Grexit). Biorąc pod uwagę obecną temperaturę debaty w wielu krajach UE, istnieją pewne nadzieje, że wewnętrzna reforma Unii może pójść w kierunku rozwiązań bardziej socjalnych (według hasła „inwestycje zamiast oszczędności”).

Poza tym nie od dziś wiadomo, że Wielka Brytania była akurat tym rządem, który blokował wiele sensownych progresywnych rozwiązań (choćby podatek od transakcji finansowych) i mocno popierała konkurencję podatkową (wszystko ze względu na interesy londyńskiego City). Dziś wymówka, że Londyn się na to nie zgodzi, już nie przejdzie.

Po trzecie, instynktowne reakcje na Brexit formułowane przez kluczowych polityków PiS i prawicowych publicystów pokazały, że obóz władzy trochę się… przestraszył. Bo co innego walić w eurokrytyczny bębenek, a co innego zobaczyć, że może on faktycznie prowadzić do dezintegracji unijnego projektu. A nawet na prawicy istnieje niemal powszechna świadomość, że bez Europy Polska bardzo szybko stanie oko w oko z putinowską Rosją.

Największe kłopoty mam z powodem czwartym, czyli spodziewanym powrotem z Wielkiej Brytanii polskich pracowników (szacunki mówią o 120 do 400 tys. ludzi). Jest oczywiście faktem, że gdyby do Polski wrócili pracownicy, którzy na Wyspach zyskali unikalne kwalifikacje (czy to fachowe, czy przedsiębiorcze) albo po prostu odłożyli trochę kapitału, toby się to polskiej gospodarce z wiadomych przyczyn opłacało. Byłby to wszak rodzaj odwróconego drenażu mózgów.

Trudno jednak osądzić, czy tak faktycznie nastąpi. Bardziej prawdopodobne jest raczej wypchnięcie z wyspiarskiego rynku tych pracowników, którzy radzili sobie na nim słabiej. Ich powrót gospodarczy zwiększy niestety szeregi rezerwowej armii bezrobotnych (liberałowie powiedzą pewnie o większej podaży pracy), która będzie naciskać na pracujących, zmniejszając ich pozycję przetargową. Co w kraju, gdzie pracownik jest strukturalnie słaby, będzie miało raczej negatywne konsekwencje. Powiedzmy więc, że jest to pół powodu do optymizmu.

A poza wszystkim z Brexitem trzeba nauczyć się żyć. Inaczej sami skazujemy się na wieczny płacz nad rozlanym mlekiem.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj