Gniewne Rio tuż przed olimpiadą
Igrzyska w czasach dekadencji
Gdy Rio de Janeiro startowało w wyścigu o palmę gospodarza olimpiady, Brazylia była królową życia. Dziś jest smętną abnegatką w depresji.
Ulice Rio patroluje ponad 20 tys. żołnierzy. Prysnął klimat wiecznej fiesty.
Barbara Walton/EPA/PAP

Ulice Rio patroluje ponad 20 tys. żołnierzy. Prysnął klimat wiecznej fiesty.

Avenida Atlantica, ciągnąca się wzdłuż Copacabany, najsłynniejszej z brazylijskich plaż, na kilka dni przed igrzyskami ciągle wygląda jak plac budowy. Stalowa konstrukcja widowni, wzniesiona do rozgrywek siatkówki plażowej, jest prawie gotowa, ale na drugim końcu trzykilometrowej alei sprawy wyglądają tak, jakby olimpiada miała się zacząć za rok. Tymczasowe baraki, kontenery, rusztowania dla kamer TV, prowizoryczna trybuna dla widzów kolarskiego kryterium ulicznego – wszystko to robi wrażenie bałaganu, który nie ma szans prędko zniknąć. Robotnicy coś przybijają i przykręcają, ale nie widać, by ktoś się spieszył. Jakoś to będzie, uda się, jak zawsze.

Za to Park Olimpijski w nowobogackiej dzielnicy Barra da Tijuca zapięty ponoć na ostatni guzik. Z ulicy można podziwiać talerze i spodki o kształtach jak z filmów science fiction – miejsca zawodów, które rozpoczną się w piątek. Dzielnica nie do poznania: dwa lata temu była rozkopana, a przejazd przez nią był udręką. Teraz Barra szpanuje nowymi drogami i naziemnym metrobusem. Zainaugurowano nitkę metra łącząca ją z luksusową dzielnicą Ipanema, dzięki czemu kibice turyści będą mogli dojechać do Parku Olimpijskiego w 20 minut, a nie dwie godziny z powodu koszmarnych korków. W centrum Rio położono tory i uruchomiono tramwaj.

Wioskę olimpijską tworzy 31 wieżowców, 17 kondygnacji każdy, zbudowanych przez prywatnego dewelopera.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj