Trump podżega do zamachu na Hillary? Służby potraktowały sprawę poważnie
Człowiek Drugiej Poprawki
Wiecowa wypowiedź Trumpa wywołała kolejną konsternację.
Disney | ABC Television Group/Flickr CC by 2.0

Amerykańska agencja ochrony rządu zainteresowała się słowami Donalda Trumpa, że Hillary Clinton uchyli Drugą Poprawkę do konstytucji USA gwarantującą każdemu obywatelowi prawo do posiadania broni palnej.

Wiecowa wypowiedź Trumpa wywołała kolejną konsternację. Republikański kandydat na prezydenta Stanów Zjednoczonych zasugerował, żeby sprawę wzięli w swe ręce „ludzie Drugiej Poprawki”.

Sztab wyborczy rywalki Trumpa, sama Hillary i jej zwolennicy odczytali to jako podżeganie do przemocy w walce o prezydenturę. Czyli mówiąc bez ogródek, jako zachętę do zamachu na życie pani Clinton pod bezpodstawnym pretekstem, że chce się ona zamierzyć na jeden z filarów „amerykańskiego sposobu życia”. „Ależ to był żart”, replikują zwolennicy Trumpa. Donald chciał zmobilizować „ludzi Drugiej Poprawki” do głosowania przeciwko Clinton. Sam Trump skomentował sprawę w tym samym duchu: zwolennicy Drugiej Poprawki to wielka siła polityczna, odczepcie się ode mnie.

Nawet jeśli to był żart, to Trump znów przekroczył czerwoną linię. Jego słowa są kolejnym przykładem retorycznego „trumpizmu”. Niemal codziennie Trump mówi rzeczy, które zachwycają jego fanów, a bulwersują nie tylko przeciwników, lecz nawet zwolenników Partii Republikańskiej, której jest oficjalnym kandydatem. Po słowach o „ludziach Drugiej Poprawki” w obozie republikańskim wrócił temat, jak pozbyć się Trumpa. Wróciły spekulacje, kto miałby go zastąpić, gdyby udało się zmusić Trumpa do wycofania się z walki o prezydenturę.

Ale to marzenia ściętej głowy. Trump przegrywa w sondażach z Hillary, lecz do dnia wyborów jeszcze prawie trzy miesiące. Miliarder otoczony ludźmi o powiązaniach z Rosją wciąż ma duże i entuzjastyczne poparcie, a jego sztab wyborczy tylko w lipcu wzbogacił się o ponad 80 mln dolarów z datków zwolenników. Ktoś taki łatwo nie zrezygnuje.

Nie widać też, kto miałby go zastąpić. Przecież jego hipotetyczny następca zostałby zapewne wzięty spośród innych republikańskich pretendentów (Ted Cruz?), którzy przegrali z nim w prawyborach. Albo musiałby zostać wyjęty jak przysłowiowy królik z kapelusza. W obu przypadkach szanse wyborcze kogoś takiego byłyby jeszcze gorsze niż Trumpa.

Jazda po bandzie będzie więc trwała. Ważny moment przyjdzie pod koniec września. Na 26 września planowana jest pierwsza z trzech przedwyborcza debata Donalda z Hillary. Na samych „żartach” Trump w niej nie ujedzie, bo to bite półtorej godziny.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj