Igrzyska w Rio w czasach kryzysu
Pasja i skucha
Rio to takie miasto, w którym każdą wściekłość – o ile nie chodzi o sprawę rzeczywiście poważną – potrafi rozbroić zniewalające piękno miejsca. Ta cecha bardzo się teraz przydaje.
Rio wyznacza sportowe trendy całej Brazylii.
Ricardo Moraes/Reuters/Forum

Rio wyznacza sportowe trendy całej Brazylii.

Już pierwszy dzień po otwarciu był skuchą. Przed Parkiem Olimpijskim stała w piekącym słońcu kilometrowa kolejka, bo wojsko, policja i woluntariusze nie radzili sobie z niczym. Mundurowi – z kontrolą toreb i plecaków; cywile niemówiący w innym języku niż portugalski nie mogli instruować zdezorientowanych kibiców ani udzielić uspokajających informacji. Gdy kibice podnieśli bunt, mundurowi odpuścili kontrole i zaczęli wpuszczać wszystkich bez rewizji. Ale i tak masa kibiców pospóźniała się na zawody szermierki, piłki ręcznej, pływania i judo.

Lokalna prasa ustaliła, że winnymi były służby mundurowe: zamiast o szóstej rano, przyjechały po ósmej, gdy kolejka była już chaosem nie do opanowania. Ponadto mundurowych było za mało. Trzy bramki do prześwietlania wchodzących stały bezużyteczne, gdyż nie było komu ich obsługiwać.

Na Copacabanie, gdzie rozgrywano siatkówkę plażową – podobna obsuwa. Masa wściekłych kibiców nie zdołała wejść na mecz Brazylijczyków. Wojskowi wydawali kibicom kuriozalne rozkazy: np. kazali smarować się kremem do opalania, żeby upewnić się, że w butelce nie ma groźnej substancji. Turyści narzekali, że nikt nie potrafi komunikować się, choćby po angielsku.

Kolejne skuchy zaczęły wypełzać jak plagi biblijne. Kibic, który wszedł już do Parku Olimpijskiego i spędzał w nim wiele godzin, chciał zazwyczaj coś zjeść. Ustawiono 22 punkty, gdzie można było kupić lunch lub przekąski, ale owe 22 punkty obługiwały zaledwie trzy kasy.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj