Kontrowersje wokół pokojowego Nobla dla Juana Manuela Santosa
Nobel niesymetryczny
Tylko ktoś taki jak Juan Manuel Santos – od piątku laureat Pokojowego Nobla – mógł doprowadzić do zakończenia wojny domowej z partyzantką FARC.

Człowiek elity, absolwent Harvardu i London School of Economics, z rodziny byłych właścicieli największej kolumbijskiej gazety „El Tiempo”, przyjaciel wpływowych osobistości na świecie. Dlaczego akurat ktoś taki jak on? Bo tylko ktoś, kto był ministrem obrony w rządzie, który partyzantów zamierzał rozbić w pył, miał szansę podjąć dialog z FARC i nie wywołać buntu w armii. Bo tylko konserwatysta mógł rozbroić obawy części biznesu i klas wyższych, że nie oddaje kraju „komunistom”. I tylko ktoś taki jak on mógł – podejmując rozmowy ze znienawidzonymi przez elity guerrilleros – rzucić na szalę swój autorytet i część tego autorytetu ocalić. Zaś jego osobiste koneksje uruchomiły wokół dialogu z FARC dobrą aurę na świecie.

Nagroda Nobla pomoże procesowi pokojowemu w Kolumbii, który znalazł się na zakręcie. Kilka dni po podpisaniu porozumień z FARC większość Kolumbijczyków odrzuciła je w referendum. Co prawda większość z minimalną tylko przewagą – mniej niż pół procent – ale porażka półprocentowa bywa w polityce porażką totalną.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj