Róbmy interesy z Białorusią, ale nie bierzmy z niej przykładu
Zbliżenie gospodarcze z Polską jest ważne i oby się udało.
Aleksander Łukaszenka i Mateusz Morawiecki w czasie spotkania w Mińsku
president.gov.by/mat. pr.

Aleksander Łukaszenka i Mateusz Morawiecki w czasie spotkania w Mińsku

Wizyta wicepremiera Mateusza Morawieckiego w Mińsku, spotkania na najwyższym szczeblu i rozmowy na tematy gospodarcze były całkiem konkretne, bo Morawiecki otworzył XX Białorusko-Polskie Forum Gospodarcze „Dobrosąsiedztwo 2016” i uczestniczył w posiedzeniu Polsko-Białoruskiej Międzyrządowej Komisji Współpracy Gospodarczej.

Taka komisja istnieje i od czasu do czasu się spotyka, a konkretnie spotyka się po raz czwarty. To nie tylko oznaka, że Mińsk i Bruksela (także Bruksela i Mińsk) myślą o zbliżeniu. To również kolejny dowód na to, że sankcje gospodarcze czy polityczne na niewiele się zdają. Tak było na Białorusi.

Prezydent Łukaszenka przetrwał je, ludzie jakoś dawali radę i nie emigrowali gremialnie w poszukiwaniu lepszego życia. Nie słyszałam o Białorusinach w dżungli w Calais. Ale z drugiej strony – rewolucja nie wybuchła, opozycja nie urosła w siłę, nadal jest rozbita, cienka i mieszka głównie w Polsce. Projekt Partnerstwa Wschodniego nie odniósł fenomenalnego sukcesu. Doświadczenie ukraińskie podziałało często jak zimny prysznic.

Prezydent postarał się zabłysnąć w roli architekta pokojowych rozmów w Mińsku między Ukrainą i Rosją, z udziałem państw UE, Niemiec i Francji. Już wówczas, przed rokiem, było widać, że zależy mu nie tylko na pokoju u sąsiada, zależy mu także na otwarciu kraju, z pewnością nie politycznie, ale gospodarczo. Widać i beton mięknie.

Nie można mówić oczywiście o sukcesie „trzeciej drogi” Łukaszenki, ten eksperyment ma krótkie nóżki, bo gospodarką nie da się sterować ręcznie. Kryzys boleśnie daje się we znaki białoruskiej ekonomii, PKB spada, siła białoruskiego rubla raczej nie budzi optymizmu. Sojusz z Rosją i Kazachstanem w ramach Wspólnoty Niepodległych Państw nie przyniósł spodziewanych ani obiecywanych przez Moskwę kokosów. Łukaszenko chyba nigdy nie ufał Putinowi, a po aneksji Krymu (której zresztą nie uznał) i wojnie w Donbasie ufa mu jeszcze mniej lub wcale.

Zbliżenie do Europy to nie tylko konieczność ekonomiczna, także poczucie większego bezpieczeństwa. Jednak.

Po co Polsce kontakty z Białorusią

Rozmawiać jest o czym: sprawa budowy elektrowni jądrowej, blisko polskiej granicy, wzajemna wymiana handlowa czy choćby mały ruch graniczny.

Dla nas to również okazja, żeby powrócić na ten rynek. Białoruś to nasz sąsiad, nawet jeśli biznesów nie robi się tam najłatwiej, to też nie najtrudniej. Korupcja z pewnością jest mniejsza, a rynek wart zachodu. Niemcy, Austriacy – mimo europejskich sankcji – dobrze się tam zakotwiczyli i nie narzekają. Ani zbytnio się nie przejmują łamaniem demokracji. Nasi przedsiębiorcy też potrafią. Jeśli otrzymają wsparcie po jednej i po drugiej stronie granicy.

Najbardziej bulwersująca jest wiadomość, że białoruskie firmy mogą zadebiutować na warszawskiej giełdzie. Wiadomo, że prezydent Łukaszenka popiera państwowe firmy i prywatyzacja to nie jego konik. Ale jak widać, nawet Łukaszenka zmienia poglądy. Szkoda tylko, że akurat nasza giełda nie świętuje sukcesów, a wręcz przeciwnie, zalicza spadki. Białorusini obserwują, co dzieje się w Polsce, i chyba mają świadomość sytuacji.

Ale obserwują też polskie sukcesy, choćby przyjeżdżając na zakupy, co wcale nie jest rzadkością.

Zbliżenie gospodarcze z Polską jest ważne i oby się udało. Oczywiście warto i należy pilnować standardów, przestrzegania praw człowieka, demokratyzacji, wolności słowa. Tego wszystkiego, z czym w Białorusi słabo było i jest. To nasz obowiązek. Nie wolno zamykać do więzień dziennikarzy, porywać polityków opozycji, więzić oponentów, porywać, zabijać tylko dlatego, że ktoś myśli inaczej, cenzurować gazet. Polska ma obowiązek o tym przypominać, zawsze i wszędzie.

Pozostaje wreszcie mieć nadzieję, że kontakty zagraniczne zawsze zostawiają coś w głowach. I nigdy już nie jest, jak było. Tylko że to się nie dzieje od razu, musi potrwać.

Wicepremier Morawiecki też się pewnie dobrze poczuł na Białorusi. Tyle tu bliskich tematów: rozdawnictwo państwowych pieniędzy i przywilejów, strach przed prywatyzacją i obcymi, kupowanie obietnicami elektoratu, ręczne sterowanie ekonomią, publiczne karanie nieposłusznych dyrektorów firm, niechęć do Brukseli. To musiały być fascynujące rozmowy. Mam jednak nadzieję, że nie rozmawiano o możliwości przywrócenia kary śmierci w Polsce. Białoruski resort sprawiedliwości ma duże osiągnięcia w tej materii. Ale może takiej współpracy nie przewidziano.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj