Po aferze z szamanką Koreańczycy żądają dymisji prezydent Park Geun-hye. Mogą się jednak nie doczekać
Kontrowersji nazbierało się dość, by prezydent Park pozostało poparcie ledwie kilkunastu procent rodaków.
Prezydent Park Geun-hye
Republic of Korea/Flickr CC by SA

Prezydent Park Geun-hye

Korea Południowa żyje skandalem związanym z prezydent Park Geun-hye, która dopuściła do tajemnic państwowych swoją najbliższą przyjaciółkę. Choi Soon-sil nie pełni żadnych funkcji publicznych, spełnia za to wszelkie kryteria szarej eminencji, zachowującej wielkie polityczne wpływy, które nie zostały uzyskane w drodze wyborczego mandatu.

Panie przyjaźnią się, odkąd oboje rodzice prezydent (ojciec też był prezydentem, rządził dyktatorsko) zginęli w latach 70. w zamachach. Z kolei ojciec Choi, przywódca własnego Kościoła, zaprzyjaźnił się z młodą osieroconą Park. Pastorówna miała po nim odziedziczyć przewodnictwo duchowe nad prezydentówną.

Gdy jednak wygrała wybory, druga miała stać się szamanką wpływającą na głowę państwa. A jeszcze, to pewne, redagowała oficjalne przemówienia i doradzała, także w sprawach dotyczących bezpieczeństwa narodowego i polityki wobec Korei Północnej. Przy okazji jej fundacje obracały milionami dotacji.

Kontrowersji nazbierało się dość, by prezydent Park pozostało poparcie ledwie kilkunastu procent rodaków. Koreańczycy wyszli na ulice i podczas sporych demonstracji zażądali, by ustąpiła. W odpowiedzi przemeblowała rząd, spróbowała nawet powołać jakiś gabinet jedności, ale opozycja ją zignorowała, by dalej pogrążała, tracąc energię na łagodzenie kryzysu.

Dymisji nie będzie

Park urzędu raczej nie złoży, jego konstytucyjna pozycja jest zbyt silna. Co najwyżej może zostać przesłuchana przez prokuratorów, w przeciwieństwie do Choi Soon-sil nie zostanie pociągnięta do odpowiedzialności karnej.

Jeśli nic się nie zmieni, nie zajdą jakieś gwałtowne okoliczności, w których dowiedzie swojej prezydenckości, dotrwa w osłabieniu do wyborów i za rok Korea Południowa będzie miała nowego prezydenta. Koreańczycy są oburzeni również dlatego, że dwaj poprzednicy Park też byli zamieszani w poważne afery korupcyjne i nie spadł im z tego powodu włos z głów.

Mizogini mogą dojrzeć w tej historii koronny dowód, że kobiety, ze względu na konstrukcję psychiczną, nie nadają się do rządzenia, kierowania poważnymi sprawami i do trzeźwej oceny sytuacji. Tak? No a czym to się różni chociażby od Polski, gdzie faktyczny przywódca poddaje się wpływowi niepokojąco niestabilnego emocjonalnie szamana? Różnica chyba tylko w tym, że szaman jako minister ma dostęp do najgłębszych tajemnic, których zresztą nie odróżnia od wytworów swojej nieskrępowanej wyobraźni.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj