Ameryka z nowym prezydentem sobie poradzi, ale Polska niekoniecznie
To nie Ameryka, ale jej najsłabsi partnerzy ucierpią najbardziej.
45. prezydent USA – Donald Trump
Michael Vadon/Flickr CC by 2.0

45. prezydent USA – Donald Trump

Z prezydenta elekta USA Donalda Trumpa kpi ferajna internetowa, rozsyłając w sieci rysunek z satyrycznego serialu „Simpsonowie” z 2000 roku: Donald w kampanii wyborczej stoi na mównicy z hasłem: „Ameryko, możesz być moją eksżoną!”.

Twórca „Simpsonów” Matt Groening powiedział dziennikowi „The Guardian”, że 16 lat temu rysował Trumpa jako prezydenta, bo wydawało mu się, że to najbardziej absurdalna postać, jaką na to stanowisko mógł wymyślić. Ale dziś nikomu specjalnie nie jest do śmiechu.

Co zrobi Trump jako prezydent USA?

Oczywiście nikt nie wie, co Trump zrobi. Nie wie tego pewnie i sam Trump. Czy ktoś go naprawdę zna? Najlepiej to chyba Tony Schwartz, jego ghostwriter, który na zamówienie miliardera napisał rodzaj biografii „The Art of the Deal”. Autor Schwartz widział w pochwałach dla Trumpa łatwy, nieszkodliwy zarobek, ale jak wizja „Simpsonów” stawała się faktem, tak bardzo się przeraził perspektywą prezydencji Trumpa, że chciał za darmo pracować dla kampanii Hillary Clinton, by – jak oświadczył – „odpokutować za stworzenie potwora”.

Zatrzymajmy się przy tej perspektywie „potwora”. Komu jutro los wyznaczy pokutę za Trumpa? Samej Ameryce – nie. To duży, silny kraj, który wychodził zwycięsko ze znacznie gorszych opresji. Ameryka w ruinie? Odbuduje autostrady i mosty, ustawi mur na granicy z Meksykiem i Kanadą? Łatwiej powiedzieć, niż zrobić.

Znamy bliżej takich, co dużo obiecywali. Ucierpią raczej najsłabsi partnerzy Ameryki. Oczywiście można uspokajać, że inaczej zachowuje się kandydat brutalnie walczący o prezydenturę, a inaczej przywódca wolnego świata, świadom swoich obowiązków i odpowiedzialności. I Trump wcale nie musi wcielać w życie groźnych i absurdalnych haseł, z którymi występował w czasie kampanii.

Rzecz jednak w tym, że tych haseł Trump nie wymyślił wiosną 2016 roku, lecz konsekwentnie je powtarzał od 30 lat. W krótkim komentarzu podam tylko dwa przykłady. Trump od lat mówi, że Ameryka frajersko wydaje już nie miliardy, a biliony dolarów na rakiety, samoloty, lotniskowce i bazy na całym świecie, a sojusznicy jadą na tym na gapę, bo mogą sobie w tym czasie kupować dodatkowe ciastka z kremem.

Trump i Putin: nowi sojusznicy?

I nie chodzi mu o to, by sojusznicy podnieśli wydatki na obronę do głośnych 2 proc. PKB. A o to, że naprawdę za obronę zapłacili. Europa, a zwłaszcza Polska, nie jest na to ani finansowo, ani społecznie, ani psychologicznie przygotowana. Już raczej zacznie się układać z Rosją.

Nie na darmo Rosja wita Trumpa z ledwie skrywanym entuzjazmem. Trump będzie dążył do ułożenia sobie stosunków z Putinem. Nic w tym złego dla Ameryki, odwrotnie. Ale Putin postawi cenę: dać mu spokój, najpierw z sankcjami, a potem trochę więcej luzu u granic Rosji. Czyż Ameryka nie ma doktryny Monroe’a – mówiącej, że w jej otoczeniu powinny być rządy przyjazne Waszyngtonowi? A to Rosja gorsza?

No więc kto odpokutuje? Pomyliłem się bardzo, prognozując, że wygra Hillary Clinton. Teraz odszczekuję. Ale najbardziej chciałbym się pomylić w tym, co piszę teraz. Chętnie odszczekam, jeśli to tylko strachy na Lachy.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj