Kim jest kandydat, który uzyskał trzeci wynik po Trumpie i Clinton wyborach prezydenckich w USA
Wolnościowiec
Na Gary’ego Johnsona głosowało ponad 4 mln Amerykanów, w większości młodych. Czym ich przekonał?
Gary Johnson
Darron Birgenheier/Flickr CC by SA

Gary Johnson

Obie partie są do bani, czyli kampania wyborcza Johnsona
Marc Nozell/Flickr CC by 2.0

Obie partie są do bani, czyli kampania wyborcza Johnsona

Podczas kampanii wyborczej nie potrafił wymienić z nazwiska żadnego światowego przywódcy, a na pytanie, jak rozwiązałby trudną sytuację oblężonego Aleppo? Zapytał poważnie: „A co to jest Aleppo?”, przyznając, że myślał, że to jakiś akronim. Jest byłym przedsiębiorą i wolnościowcem wierzącym bezwzględnie w amerykańską konstytucję.

Jakie poglądy ma Gary Johnson

Uważa że trzeba zlikwidować podatek dochodowy i podatki od przedsiębiorców, którzy przecież tworzą miejsca pracy. A najlepiej zamiast tego utworzyć jeden federalny podatek konsumpcyjny. Jest też za maksymalnym odchudzeniem wydatków rządowych, zniesieniem wszelkiej pomocy społecznej i zlikwidowaniem wszelkich dotacji dla banków, korporacji i innych państw.

Według niego prywatyzacją trzeba objąć wszystkie sektory gospodarki, nawet więziennictwo, a państwo powinno się do spraw gospodarczych wtrącać jak najmniej. Regulatorem powinien być, według Johnsona, wolny rynek. Nie powinno się też ograniczać swobód obywatelskich, a idąc dalej, zlikwidować wręcz Patriot Act, czyli ustawę antyterrorystyczną z 2001 r., która – według Johnsona – te swobody narusza.

Każdy, według Johnsona, powinien mieć dostęp do broni palnej i w razie potrzeby obronić się sam. Po masakrze w Denver w 2012 r., podczas premiery filmu „Batman”, nie apelował o zakaz dostępu do broni, tylko wręcz przeciwnie, uważał, że gdyby w kinie poza napastnikiem ktoś jeszcze był uzbrojony, to strzelaninę udałoby się powstrzymać i ofiar byłoby mniej.

Popiera za to prawo do aborcji, małżeństwa gejów i amnestie dla imigrantów, bo – jak mówi – imigranci wzmacniają amerykańską gospodarkę. Domaga się też legalizacji i opodatkowania marihuany, bo jak mówi dotychczasowa walka z tym narkotykiem okazała się nieskuteczna. A jeśli wygrałby by wybory, to zarządziłby szybki powrót do domu amerykańskich żołnierzy z Iraku i z Afganistanu oraz ograniczenia wydatków obronnych do takich, które zapewniłyby ochronę samej tylko Ameryce.

Młodzi stawiają na Johnsona

Ta zbitka wolnościowych haseł i negowania zastanego systemu bardzo spodobała się części wyborców. Johnson startował jako kandydat Partii Libertariańskiej, która powstała w latach 70., i nie ma dzisiaj żadnych przedstawicieli ani w Izbie Reprezentantów, ani w Senacie, tylko we władzach stanowych i lokalnych.

Z góry było wiadomo, że ani on, ani kandydatka Zielonych, Jill Stein, nie mieli wielkich szans na wygraną, ale w przypadku Johnsona już sam start w wyborach był bardzo ważny. Tym bardziej, że na końcu okazało się, że najczęściej głosowali na niego młodzi wyborcy. A głosów poparcia zebrał w sumie ponad 4 miliony.

Wcześniej Gary Johnson znany był jako polityk partii republikańskiej i gubernator stanu Nowy Meksyk, którym był w latach 1995-2003. Nazywany był wówczas „gubernatorem veto”, ponieważ w czasie swojej kadencji odrzucił w sumie 750 ustaw, które według niego prowadziły do rozrostu administracji rządowej i marnotrawienia publicznych pieniędzy. W czasie swojej pierwszej kadencji (bo gubernatorem był dwukrotnie) zlikwidował 1200 stanowisk państwowych. Ciął wydatki budżetowe i obniżał podatki. A na koniec urzędowania miał w budżecie stanu nadwyżkę w wysokości 1 mld dolarów.

Najpierw republikanin, teraz libertarianin 

Cały czas podkreślał, że im mniej państwa, tym lepiej. Zasłynął też wówczas stwierdzeniem, że wśród emigrantów zarówno legalnych, jak i nielegalnych występuje mniejsza przestępczość niż wśród rodowitych Amerykanów. Domagał się ułatwień dla legalnych imigrantów w ubieganiu o wizę pozwalającą na pracę w USA.

To wszystko jednak za czasów bycia politykiem partii republikańskiej, czyli do 2011 r. Potem przeszedł do Partii Libertariańskiej i już z jej ramienia w 2012 r. startował w wyborach. Nie odniósł jednak wielkiego sukcesu. W całych Stanach głosowało na niego nieco ponad milion ludzi. Został też wówczas potraktowany z przymrużeniem oka, a przez ogólnokrajowe media kompletnie zignorowany. Stacja CNN nie dopuściła go nawet do debaty wykręcając się jakąś sztuczną formułką, że to stacja ustanawia kryteria, zgodnie z którymi wystawia zaproszenia.

W tym roku zawalczył o Biały Dom ponownie. Wypadł już znacznie lepiej. A w pewnych środowiskach długo był nawet przeciwwagą dla Trumpa, od którego część polityków partii republikańskiej wyraźnie się odcięła. Lokalna gazeta „New Hampshire Union Leader” po raz pierwszy od stu lat poparła innego niż republikański kandydat, i postawiła na Johnsona nazywając go „jasnym światłem nadziei i rozsądku w mrocznych czasach”.

Gary Johnson przegrał, ale nie zawiesza broni. Zajmuje się nie tylko polityką. Jest też przedsiębiorcą, który samodzielnie dorobił się milionów. Od kilku lat staruje w triatlonie i wspina się w górach. Po porażce z 2012 r. wrócił do biznesu, i teraz pewnie też tak zrobi. Przez ostatnie lata śledził z uwagą i mocno krytykował politykę Baracka Obamy. Ciekawe więc, co teraz będzie mówił o poczynaniach Trumpa.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj