Media twierdzą, że to on stoi za pomysłem Trumpa ws. zakazu wjazdu do USA obywatelom państw muzułmańskich
Fight club
Steve Bannon, główny strateg Trumpa, uważa, że wściekłość w polityce jest niezbędna. I potrafi jej użyć.
Donald Trump i Steve Bannon podczas wizyty w muzeum na polu bitwy pod Gettysburgiem
Evan Vucci/AP/Fotolink

Donald Trump i Steve Bannon podczas wizyty w muzeum na polu bitwy pod Gettysburgiem

Czy będzie to czas, w którym skrajna prawica poprzez Biały Dom wejdzie do mainstreamu amerykańskiej polityki?
Cezary p/Wikipedia

Czy będzie to czas, w którym skrajna prawica poprzez Biały Dom wejdzie do mainstreamu amerykańskiej polityki?

Doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego ma być gen. Michael Flynn.
Erin A. Kirk-Cuomo/Wikipedia

Doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego ma być gen. Michael Flynn.

audio

AudioPolityka Łukasz Wójcik - Fight club

[Artykuł ukazał się w Tygodniku POLITYKA listopadzie 2016 roku po zwycięskich dla Donalda Trumpa wyborach prezydenckich w USA]

Chaos, chaos, chaos – napisał w sobotę „Washington Post”. A chodziło o przygotowania Donalda Trumpa i jego drużyny do przejęcia władzy w Waszyngtonie. Według dziennika wszystko idzie jak po grudzie, kolejni politycy odmawiają udziału w nowej administracji, a ci, których udało się zwerbować, są niekompetentni.

Operacja nie jest jednak prosta – Ameryka różni się tu od innych zachodnich demokracji. W takich krajach jak Wielka Brytania czy Francja nowa władza na starcie musi obsadzić swoimi ludźmi nie więcej niż 100 do 200 stanowisk. W amerykańskiej administracji do zapełnienia jest 4100 etatów. W tym ponad 1000 nominacji potrzebuje czasochłonnego zatwierdzenia przez Senat, a z tej liczby kilkaset stanowisk, m.in. w Białym Domu i agencjach federalnych, musi być wypełnionych przed inauguracją nowej prezydentury, czyli do 20 stycznia.

Trumpa bronią jednak nawet niektórzy współpracownicy Baracka Obamy. Jego były doradca David Axelrod przekonuje, że osiem lat temu proces przejmowania władzy przez demokratów wcale nie był szybszy. Szczególnie że Trump w pierwszych dwóch tygodniach po wyborach zapowiedział już kilka ważnych nominacji.

Doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego ma być gen. Michael Flynn, jak się mówi w środowisku – „najlepszy oficer wywiadu w całym pokoleniu”. Postać dość jednak kontrowersyjna, o niejasnym stosunku do Rosji i chorobliwej niechęci do islamu. Z kolei stanowisko prokuratora generalnego dostanie Jeff Sessions, senator z Alabamy, który jako pierwszy członek Kongresu poparł Trumpa. Jest przeciwnikiem jakiejkolwiek imigracji, nie tylko nielegalnej, a jego krytycy w Waszyngtonie zarzucają mu cichy rasizm. W końcu swoją rolę w przejmowaniu władzy zwiększa gubernator Indiany Michael Pence, który przy prezydencie bez doświadczenia i kontaktów może zostać jednym z najpotężniejszych wiceprezydentów w historii. Wszystkich ich jednak politycznie może przerosnąć Steve Bannon.

1.

On wierzy w Sprawę – mówią dawni współpracownicy Bannona, głównego stratega Trumpa. Choć nikt do końca nie wie, co to za Sprawa. Nie jest libertarianinem, ale chciałby zniszczyć instytucje ładu światowego, międzynarodowe korporacje i scentralizowane państwo jako takie. Wierzy w „globalną partię herbacianą” sprzeciwiającą się globalizmowi i lubi narzekać na „kapitalizm kolesiów” (crony capitalism). Mówi o sobie: katolik z klasy pracującej. Uważa się za obrońcę judeo-chrześcijańskich wartości i tradycyjnego małżeństwa, choć sam jest potrójnym rozwodnikiem. Dużo przeklina.

62-letni Bannon to były oficer marynarki wojennej, wykształcony na Harvardzie, z doświadczeniem zawodowym w banku Goldman Sachs. Karierę polityczną zaczynał od kręcenia demaskatorskich „dokumentów” w stylu Grzegorza Brauna. Widać w nich m.in. przejściową fascynację byłą kandydatką na wiceprezydenta Sarą Palin, potem teksańskim konserwatystą Tedem Cruzem.

Momentem, który zdefiniował politycznie Bannona, było spotkanie z prawicowym publicystą Andrew Breitbartem. Bannon doznał wtedy ideowego zauroczenia. Został najbliższym doradcą Breitbarta i pomógł mu przekształcić jego stronę internetową breitbart.com z agregatu przypadkowych newsów w „internetową świątynię skrajnej prawicy”. Sam Breitbart nazwał kiedyś Bannona Leni Riefenstahl partii herbacianej, co w tym środowisku zostało uznane za komplement. Gdy w 2012 r. Breitbart zmarł, Bannon przejął kontrolę nad jego stroną.

Pod kierownictwem Bannona breitbart.com zaczęła wpuszczać na swoje łamy radykałów: skrajnych nacjonalistów, antysemitów i rasistów. Zaczęły się też ataki na Partię Republikańską za sprzeniewierzenie się własnym ideałom. Do największego konfliktu doszło w sprawie reformy prawa imigracyjnego. Bannon ostro sprzeciwiał się idei amnestii dla nielegalnych imigrantów, i w ogóle imigracji jako takiej. Prowadzona do niedawna przez niego strona przekonuje, zresztą tak jak sam Trump, że imigranci to kryminaliści, którzy na dodatek kradną Amerykanom miejsca pracy. Republikanie poparli amnestię, pisał Bannon, bo siedzą w kieszeni wielkich korporacji, którym potrzebna jest tania praca.

2.

Kariera Bannona w konserwatywnej polityce opiera się na umiejętności wyciągania z marginesu nowych idei, wtłaczania ich do mainstreamu i cynicznego wykorzystywania ich politycznej świeżości. Tak było z ruchem alt-right – alternatywną prawicą. Członkowie tego skrajnego nurtu sami nazywają się białymi nacjonalistami i mają w najgłębszej pogardzie waszyngtońskich republikanów. Nie jest to grupa jednorodna, ale jej wspólnym mianownikiem jest rasizm i seksizm.

Przedstawiciele alt-right są przeciwko masowej imigracji, bo „Latynosi i Arabowie osłabiają białą kulturę”. Wspierają „politykę białej tożsamości”, przekonują, że biali Amerykanie powinni się zorganizować i działać, tak jak to robią mniejszości. Obwiniają globalistów zarówno z prawa, jak i z lewa o wyprzedawanie interesu USA poprzez umowy o wolnym handlu i otwieraniu granic. Dla nich świat nabiera sensu, jeśli uznać, że „ludzie różnych ras różnią się również, jeśli chodzi o średni poziom inteligencji” (Jared Taylor, organizacja American Renaissance), i że w Ameryce „powinno powstać nowe społeczeństwo, etno-państwo, które stałoby się punktem zbiorczym dla wszystkich Europejczyków” (Richard Spencer, National Policy Institute).

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj