Przeciwnicy Merkel wykorzystają atak w Berlinie podczas wyborów. Straci poparcie?
Siła deklaracji politycznych zwykle jest słabsza niż siła emocji wywołanych zamachem terrorystycznym.
Kanclerz Niemiec Angela Merkel
Angela Merkel/Facebook

Kanclerz Niemiec Angela Merkel

Tragedia w Berlinie szykującym się do świąt Bożego Narodzenia. Kierowca tira staranował stoiska świątecznego kiermaszu w jednej z dzielnic stolicy Niemiec. Zginęło co najmniej 12 osób, kilkadziesiąt odniosło obrażenia. Według policji i władz wiele wskazuje na to, że mamy do czynienia z atakiem terrorystycznym na wzór nicejskiego 14 lipca. Pojazd został użyty jako narzędzie masakry niewinnych, przygodnych ludzi. Jednak schwytany młody Pakistańczyk, który miał z tira uciec po ataku, nie przyznaje się do winy. Ale tzw. Państwo Islamskie ogłosiło, że do ataku doszło na jego rozkaz.

Rzeczywiście, dżihadyści wielokrotnie wzywali do ataków w Europie przy użyciu pojazdów, w miejscach licznie odwiedzanych, takich jak centra handlowe, a także w okresach świątecznych.

Na wczesnym etapie dochodzeń w tak dramatycznych sprawach zawsze pojawia się mnóstwo sprzecznych informacji, plotek, spekulacji, teorii spiskowych. W internecie wylewają się fale hejtu albo idiotycznych komentarzy, takich jak ten rzeczniczki PiS Beaty Mazurek, szybko na szczęście wycofany. Normalną reakcją są wyrazy współczucia kierowane na ręce przywódców państwa. Napłynęło ich mnóstwo, w tym i z Polski, do prezydenta Gaucka i kanclerz Merkel.

Antyimigrancka skrajna prawica czuje krew

Jednak w polityce niemieckiej atak w Berlinie jest dla pani Merkel złą wiadomością. Antyimigrancka skrajna prawica czuje krew. Jeden z liderów rosnącej w siłę Alternatywy dla Niemiec (AfD) obwinił już za atak właśnie Angelę Merkel, gdyż to ona firmowała  politykę otwartych drzwi w stosunku do napływających setkami tysięcy uchodźców. O „reset” polityki migracyjnej rządu pani Merkel apeluje bawarska chadecja, siostrzana partia CDU.

Dla krytyków Merkel nie ma znaczenia etyczna motywacja stojąca za jej polityką w sprawie kryzysu migracyjnego ani jej późniejsze zaostrzenie. Siła deklaracji politycznych zwykle jest słabsza niż siła emocji wywołanych zamachem terrorystycznym. Nie tylko w Niemczech, ale i w innych krajach Europy, rośnie poparcie dla ugrupowań antyimigranckich. Gdyby do podobnego ataku doszło przed ostatnimi wyborami prezydenckimi w Austrii, kandydat skrajnej prawicy mógłby je wygrać.

W Polsce na każdym kolejnym ataku terrorystycznym motywowanym wojną islamu z Zachodem zarabia propagandowo i politycznie rodzimy front odmowy jakiejkolwiek solidarności z uchodźcami. W Niemczech polityczni przeciwnicy Merkel wykorzystają każdy kolejny (oby ich nie było) atak terrorystyczny w nadchodzącej parlamentarnej kampanii wyborczej. Przegrana Merkel, „ostatniej nadziei zjednoczonej Europy”, nie jest wykluczona.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj