Moskiewska pożyczka
Putin, Le Pen i Trump, czyli wodzowie spod jednej sztancy – propagandowy plakat pokazany na konferencji prasowej prezydenta Rosji w Moskwie.
Sergei Fadeichev/TASS/Forum

Putin, Le Pen i Trump, czyli wodzowie spod jednej sztancy – propagandowy plakat pokazany na konferencji prasowej prezydenta Rosji w Moskwie.

Francuzi dociekają, jakie były polityczne warunki pożyczki, która Marine Le Pen wzięła dla swojej partii z rosyjskiego banku.

Marine Le Pen, walcząca o francuską prezydenturę przywódczyni Frontu Narodowego, zdobywa rozgłos, który akurat jej nie służy. W maju 2015 r. złożyła poufną wizytę w Moskwie, by wynegocjować warunki pożyczki zaciągniętej dla partii, potem i wizyta, i pożyczka wyszły na jaw, nadszarpując wizerunek polityczki. W ubiegłym tygodniu okazało się, że bank pożyczający zbankrutował i rosyjska agencja ubezpieczająca wkłady bankowe domagała się od FN pilnego zwrotu 9 mln euro. Skarbnik Frontu Wallerand de Saint-Just uspokaja, że wysokie czynniki rosyjskie wzięły sprawę w swoje ręce i partia nie będzie musiała zwracać pieniędzy przed terminem, który przypada dopiero za dwa i pół roku.

Francuscy komentatorzy nie tyle mają za złe, że Front korzysta z rosyjskich pieniędzy – tym bardziej iż francuskie banki nie chciały pani Le Pen pożyczać – ile pytają, jakie były polityczne warunki pożyczki, czyli czym przywódczyni Frontu odpłaca się Rosji za życzliwość?

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj