szukaj
Pożegnalne przemówienie Obamy to pochwała demokracji i ostrzeżenia dla Trumpa
Bądźcie czujni
Barack Obama pożegnał się w Chicago z Ameryką, której był prezydentem przez dwie kadencje, pochwałą demokracji obywatelskiej.
Pożegnalne przemówienie Obamy
Jonathan Ernst/Reuters/Forum

Pożegnalne przemówienie Obamy

Obama pokazał, że ma talent mówcy wielokrotnie i nie zawiódł retorycznie, politycznie i emocjonalnie tysięcy, które przyszły pożegnać się z nim jako szefem państwa i przywódcą narodu. Emocji było wiele, także intymnych, gdy Obama publicznie dziękował żonie i córkom, że stały u jego boku, gdy pełnił być może najważniejszy urząd polityczny świata.

Obamy przesłanie dla Trumpa

Treść przemówienia owiewał duch amerykańskiego oświecenia. Było pochwałą ideałów rewolucji amerykańskiej i wezwaniem do czujności przed próbami ich podważania i niszczenia. Odchodzący prezydent tylko raz wspomniał nazwisko swego następcy. Elegancko, jak to w jego stylu, zapewnił elekta, że zrobi wszystko, by przekazanie władzy odbyło się jak najsprawniej, tak jak zadbał o to prezydent Bush, gdy elektem był Obama. Bo przecież w interesie wszystkich Amerykanów leży, aby rządzący nimi jak najlepiej sprostali stającym przed nimi wyzwaniom.

Jak przystało na społecznego demokratę (w Ameryce nazywa się ich „liberałami”), Obama wystąpił jako optymista, patriota wierzący w Boga i Amerykę i rzecznik amerykańskiego egalitarnego marzenia o równych dla wszystkich szanujących prawo obywateli szansach w poszukiwaniu własnego miejsca w społeczeństwie. Przypomniał o wciąż nierozwiązanym do końca problemie rasowym. To w ustach pierwszego w historii niebiałoskórego prezydenta USA zabrzmiało nie tylko jako opis sytuacji, ale też jako memento dla jego następcy.

Podobnie jak ostrzeżenie przed powrotem uprzedzeń i stereotypów, które dawniej godziły w imigrantów z Irlandii, Włoch czy Polski, a dzisiaj ich ofiarą mogą paść obywatele urodzeni w Stanach. Potępił dyskryminację amerykańskich muzułmanów – można to odczytać jako kolejne ostrzeżenie pod adresem następcy – upomniał się o prawa kobiet i mniejszości seksualnych. Bronił swego flagowego projektu, Obamacare, czyli ubezpieczeń zdrowotnych dla najuboższych, którymi objęto 20 mln osób, a którego likwidację zapowiadał w kampanii Trump.

Mowa pożegnalna prezydenta Obamy była, co zrozumiałe i typowe dla ustępujących z urzędu szefów państwa, zarazem rodzajem podsumowania i testamentu ideowo-politycznego. Obama jawi się w nim jako orędownik demokracji obywatelskiej, partycypacyjnej, dialogowej, inkluzywnej, sprawiedliwej, uczciwej, odważnej i niedającej się zastraszyć.

Będzie bardzo ciekawe, jaką wizję Ameryki przedstawi obywatelom w swojej mowie inauguracyjnej Donald Trump. Miejmy nadzieję wraz z Amerykanami, że będzie na wyższym poziomie niż jego tweety.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj