Gruzja: ugrupowanie byłego prezydenta w tarapatach
Gruzja nie dla Saakaszwilego
Rozpad ugrupowania Micheila Saakaszwilego, Zjednoczonego Ruchu Narodowego, stał się faktem. Z partii odeszli niemal wszyscy deputowani. W Gruzji życie polityczne zdominuje teraz partia władzy, co sprzyjać może tendencjom autorytarnym.
Gruzja wraca do modelu wielopartyjnego, w którym wyraźnie dominuje jedno ugrupowanie.
Vladimer Shioshvili/Flickr CC by 2.0

Gruzja wraca do modelu wielopartyjnego, w którym wyraźnie dominuje jedno ugrupowanie.

[Artykuł pochodzi z serwisu internetowego „Nowa Europa Wschodnia”]

Ugrupowanie byłego prezydenta Gruzji znalazło się w poważnych tarapatach. Wewnątrz partii w ostatnim czasie walczyły dwa obozy: pierwszy chciał wybrać nowego lidera, drugi domagał się, aby pod nieobecność Micheila Saakaszwilego ugrupowaniem tymczasowo zarządzała sześćdziesięcioosobowa rada polityczna. Przebywający od kilku lat na emigracji Saakaszwili został pozbawiony gruzińskiego obywatelstwa i nie może oficjalnie być przewodniczącym partii politycznej w Gruzji. Teraz w partii doszło do rozłamu i mimo że ludzie Saakaszwilego utrzymają najpewniej w niej władzę, poważnie osłabia on zarówno samo ugrupowanie, jak i gruzińską opozycją w ogóle.

Rozłam

Wszystko zaczęło się od decyzji tbilisikiego sądu apelacyjnego, który tuż przed prawosławnymi świętami Bożego Narodzenia zdecydował o skróceniu kary więzienia i wypuszczeniu na wolność Gigiego Ugulawy: byłego burmistrza Tbilisi i jednego z liderów ZRN. Ugulawa został skazany we wrześniu 2015 roku na karę czterech i pół roku pozbawienia wolności za niegospodarne rozporządzanie środkami publicznymi. Tuż przed wyborami parlamentarnymi w 2012 roku miał on zatrudnić w ratuszu 760 aktywistów swojego ugrupowania, którzy teoretycznie mieli zajmować się sprawami miasta, a de facto prowadzili kampanię wyborczą ZRN. Były burmistrz Tbilisi nie przyznał się do winy i uznał, że wyrok był motywowany politycznie.

Zaraz po uwolnieniu Gigi Ugulawa zabrał głos w sprawie trwającego w jego ugrupowaniu konfliktu. Nie ukrywał, że popiera frakcję antysaakszwilowską. Ugulawa zdecydował się na odważne posunięcie: 12 stycznia oświadczył, że opuszcza szeregi ZRN. Podobną decyzję podjęło też pięćdziesięciu dziewięciu polityków, w tym dwudziestu jeden z dwudziestu siedmiu deputowanych ZRN (między innymi były sekretarz Narodowej Rady Bezpieczeństwa Giga Bokeria, były przewodniczący parlamentu i kandydat na prezydenta w wyborach w 2013 roku Dawid Bakradze, sekretarz generalny partii Sergo Ratiani) oraz wielu szefów oddziałów regionalnych.

Wychodźcy zapowiedzieli przejście do małego ugrupowania Europejska Gruzja, które w ostatnich wyborach startowało w koalicji ze ZRN. Zadeklarowali też, że ich celem będzie walka z rządem Gruzińskiego Marzenia-Demokratycznej Gruzji, oligarchą Bidziną Iwaniszwilim oraz przygotowanie do wyborów samorządowych, które odbędą się jesienią 2017 roku. O rozpad partii oskarżyli Micheila Saakaszwilego, który, w ich ocenie, utracił moc przywódczą. Nie wykluczone, że do rozłamowców dołączą kolejni deputowani ugrupowania.

Do sprawy w emocjonalnym tonie odniósł się Saakaszwili, który uznał, że „w partii rządy ludzi przegranych dobiegły końca”. Jego zdaniem ZRN jest obecnie tak silny i zjednoczony, jak jeszcze nigdy w swojej historii, o czym zaświadczyć ma zbliżający się kongres partyjny. Saakaszwili zapowiedział, że w przyszłości trzeba będzie uchwalić prawo pozbawiające mandatów deputowanych, którzy opuszczają swoje ugrupowania w czasie kadencji parlamentu. Były prezydent twierdzi, że ostatnie wydarzenia są elementem planu Bidziny Iwaniszwilego.

To nie pierwszy rozłam w ZRN w ostatnich latach. Tuż przed niedawnymi wyborami parlamentarnymi ugrupowanie opuściło czterech deputowanych, którzy założyli Nowe Polityczne Centrum – Szyszka. W tym czasie odszedł również poseł Giorgi Waszadze, który powołał partię Nowa Gruzja. Obydwa ugrupowania, startujące w koalicji z partią Państwo dla Ludzi śpiewaka operowego Paaty Burczuladzego, przepadły w październikowej elekcji. 

Niepewna przyszłość

Obie frakcje, które dotychczas tworzyły ZRN, wychodzą z konfliktu znacznie osłabione. Ugrupowanie praktycznie straciło swoją reprezentację parlamentarną. Partię najpewniej czeka marginalizacja, a bez przywództwa Micheila Saakaszwilego – który nie może wrócić do Gruzji, ponieważ ciążą na nim zarzuty prokuratorskie i grozi mu aresztowanie – czeka ją ostateczny upadek. Większe szanse na przetrwanie i umocnienie swojej pozycji ma grupa, która przeszła do Europejskiej Gruzji. Jeśli odetnie się od negatywnej spuścizny rządów Saakaszwilego, rozliczy się z błędów i przedstawi atrakcyjny program dla gruzińskiego społeczeństwa, za kilka lat może liczyć na przejęcie władzy.

Póki co gruzińska opozycja jest jednak dramatycznie słaba i rozbita, partia rządząca uzyskała na scenie politycznej hegemonię. Gruzja wraca do modelu wielopartyjnego, w którym wyraźnie dominuje jedno ugrupowanie. Ten schemat Gruzini znają dobrze, panował za wszystkich dotychczasowych prezydentów – Zwiada Gamsachurdii (koalicja Okrągły Stół-Wolna Gruzja), Eduarda Szewardnadzego (Gruziński Związek Obywatelski) i Micheila Saakaszwilego (Zjednoczony Ruch Narodowy). Również liberalna opozycja (Nasza Gruzja – Wolni Demokraci, Partia Republikańska, ewentualny nowy projekt byłego spikera parlamentu Dawida Usupaszwilego) ma dziś niewielkie wpływy i egzystuje na marginesie życia politycznego.

Narastające problemy społeczno-gospodarcze (między innymi niski wzrost PKB, dalsze słabnięcie waluty narodowej – lari) mogą jednak doprowadzić do spadku poparcia dla rządzącego Gruzińskiego Marzenia – Demokratycznej Gruzji bądź do rozłamu w jej łonie. Mogą na tym zyskiwać, przynajmniej w perspektywie krótkoterminowej, ugrupowania populistyczne i prorosyjskie, takie jak mający skromną reprezentację parlamentarną Sojusz Patriotów Gruzji, w mniejszym stopniu partia Nino Burdżanadze Ruch Demokratyczny – Zjednoczona Gruzja. Beneficjentami mogą być też nowe siły, które być może pojawią się w najbliższych miesiącach.

Obecny kryzys powinien w końcu uświadomić Micheilowi Saakaszwilemu, że jego czas w gruzińskiej polityce dobiegł końca. Były prezydent nie ma co liczyć na powrót do władzy – nawet za kilka lat. Jego jedyną polityczną szansą jest walka o wpływy na Ukrainie.

Gruzińska scena polityczna ponownie pogrąża się w turbulencjach i przetasowaniach, trudno stwierdzić, w jakim kierunku będzie ewoluowała. Ponowny brak równowagi partyjnej może jednak skutkować wzrostem tendencji autorytarnych partii władzy.

[Artykuł pochodzi z serwisu internetowego „Nowa Europa Wschodnia”]

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj