Kolejny krwawy zamach na cywilów w Syrii. Jaka przyszłość czeka ten kraj?
Wszyscy nas zawiedli
Baszar al-Asad zachowuje się jak nasz właściciel, który napotykając opór, samemu przyznaje sobie prawo, by nas więzić i zabijać – mówi Yassi al-Haj Saleh, syryjski dysydent i intelektualista. Publikujemy tę rozmowę dzień po krwawym zamachu na konwój z ewakuowanymi cywilami pod Aleppo, w którym zginęło 126 osób, w tym 68 dzieci.
Świat płaci dziś za to, że opuścił Syrię
UN Women/Flickr CC by 2.0

Świat płaci dziś za to, że opuścił Syrię

[Artykuł ukazał się w najnowszym numerze „Nowej Europy Wschodniej”. Co jeszcze w numerze?]

AGNIESZKA ZAGNER: Dlaczego tacy ludzie jak Pan są tak niebezpieczni dla rządzących? W czasach Hafi za al-Asada w więzieniach przesiedział Pan kilkanaście lat, za rządów jego syna Baszara więźniowie polityczni nie zniknęli – co więcej, według opublikowanego właśnie raportu Amnesty International w ostatnich latach są oni bez wyroków sądów masowo uśmiercani przez powieszenie.
YASSIN AL-HAJ SALEH: Zarówno w czasach ojca al-Asada, jak i obecnie chodziło i chodzi o absolutne zmonopolizowanie władzy – we wszystkich jej aspektach, władzy nad całym społeczeństwem i nad każdym człowiekiem z osobna. Nigdy nie byliśmy niebezpieczni w sensie zbrojnym, nie byliśmy uzbrojeni, a z naszego powodu nigdy nie przelano choćby kropli krwi. Dla władzy byliśmy groźni, bo nie podporządkowaliśmy się jej. Absolutna władza nie lubi sprzeciwu, krytyki, prób zachowania własnych poglądów. Dziesiątki tysięcy z nas spędziły lata w więzieniach: komuniści, islamscy radykałowie, Kurdowie. Dziś jest podobnie, tylko może skala i okrucieństwo są jeszcze większe – siedziałem w kilku syryjskich więzieniach, przeżyłem tortury i upokorzenia, ale nawet ja byłem zszokowany lekturą raportu Amnesty International, o którym pani wspomina. To, że dla władzy jesteśmy niebezpieczni, więcej mówi o niej niż o nas.

O władzy, a konkretnie o al-Asadach, o których powiedział Pan kiedyś, że nie tyle rządzą Syrią, ile są jej właścicielami. Jak długo może to potrwać?
Pewne jest, że al-Asad sam nie odda władzy, musi zostać jej pozbawiony. W systemie politycznego niewolnictwa władca nie uwalnia przecież ot, tak sobie niewolników. Na Zachodzie, ale również w świecie arabskim przyjęło się błędnie uważać, że w Syrii panuje dyktatura. W rzeczywistości, mimo że formalnie panuje ustrój republikański, kraj jest zwyczajną monarchią: Hafi z mógł bezkarnie zabić i więzić tysiące ludzi, jego syn jest wyłącznie spadkobiercą tego brutalnego dziedzictwa. Baszar al-Asad zachowuje się jak nasz właściciel, który napotykając opór, samemu przyznaje sobie prawo, by nas więzić i zabijać. Co więcej, jest gotowy przekazać te „moce” swojemu synowi – to może nastąpić, choć mam nadzieję, że tak nie będzie.

Wielkim paradoksem Syrii jest to, że w ciągu tych niespełna sześciu lat wojny zmieniło się w niej wszystko i zarazem nic się nie zmieniło. Syria z jednej strony straciła integralność terytorialną, ale z drugiej – zbrojne grupy nie osiągnęły politycznego celu, jakim było odsunięcie Baszara al-Asada od władzy.
To niestety smutna prawda. Kiedy mamy do czynienia z juntą, która jest w stanie zabić pół miliona obywateli, a za jej plecami czyhają kolejne watahy najeźdźców, gotowych ją wspomagać, zdławienie rewolucji nie stanowi problemu. Jednak głównym celem tych, którzy rozpoczęli rewolucję, było doprowadzenie do politycznej zmiany – choć byli świadomi, że reżim będzie gotowy zniszczyć kraj, byle tylko utrzymać się u władzy. O ile przyjaciele reżimu go nie zawiedli, o tyle ci, o których myśleliśmy, że są przyjaciółmi Syryjczyków, też okazali się przyjaciółmi władz. Dziś Syria ma trzech wrogów: pierwszym jest sam prezydent al-Asad i jego poplecznicy, czyli syryjska machina państwowa i Rosja, kolejnym są salafickie organizacje zbrojne, a trzecim – niestety – społeczność międzynarodowa. Ta ostatnia nie tylko zawiodła Syryjczyków, ale ponosi też olbrzymią winę za zaniechania, których się dopuściła. W 2013 roku Baszar al-Asad zamordował 1466 swoich obywateli przy użyciu broni chemicznej w Ghouta. Po tym wydarzeniu Rosja i Stany Zjednoczone zawarły porozumienie, które nie tylko zapewniło al-Asadowi nietykalność w zamian za zniszczenie tej broni, ale także licencję na zabijanie kolejnych ludzi przy użyciu innych, bardziej konwencjonalnych środków.

Uważa Pan, że Zachód i cała społeczność międzynarodowa zawiodła Syrię i Syryjczyków, ale kto szczególnie powinien wziąć za to odpowiedzialność?
Obawiam się, że ta odpowiedzialność się rozmyje. Organizacja Narodów Zjednoczonych wykazała się wobec Syrii całkowitą bezradnością. Czy ktoś za to faktycznie zapłaci? Nie sądzę. Co więcej, taka postawa kosztuje i będzie kosztować, odniosą z tego również korzyść ekstremiści, którym społeczność międzynarodowa dostarczyła paliwa. Skoro bowiem ludność przez lata była prześladowana, mordowana, torturowana i gwałcona, a jej prośby o pomoc odbiły się od ściany, to mamy do czynienia z dwoma rodzajami argumentów ekstremistów: z jednej strony świat spiskuje przeciwko nam, bo jesteśmy dziećmi Boga i wyznajemy inną religię niż reszta świata, z drugiej – świat chce nas zniszczyć, a więc to my musimy prewencyjnie go pokonać. To, co stało się w Syrii, postawiło cały świat na gorszych pozycjach. Uważam też, że było katalizatorem wielu zmian, które dokonały się i dokonują w skali globalnej – od wzrostu znaczenia populistów w wielu krajach, poprzez Brexit, po wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA.

Według tej logiki świat – w Pana oczach – w pewnym sensie ukarał się sam.
Można tak na to spojrzeć, ale dla mnie jest to przede wszystkim konsekwencja zaniedbań, jakich dopuszczono się wobec Syrii. Punktem przełomowym był wielki kryzys migracyjny i fala ponad miliona uchodźców, jaka zaczęła pojawiać się w Europie w drugiej połowie 2014 roku. Była to konsekwencja użycia broni chemicznej i porozumienia mocarstw, co dla zwykłych Syryjczyków oznaczało tylko jedno, zostali pozostawieni sami sobie. Dziś wszyscy obserwujemy wzrost nastrojów rasistowskich i nacjonalistycznych niemalże w całym zachodnim świecie, który czuje się zagrożony najazdem „obcych”. Z drugiej strony ta sama bezradna postawa Zachodu wobec Syrii – podobnie jak wcześniej okupacja Iraku – napędziła skrajne organizacje islamistyczne. Z kolei zamachy, których te wzmocnione organizacje dokonały w Europie, są prezentem dla prawicowych partii nacjonalistycznych. To samonapędzający się mechanizm. Świat płaci dziś za to, że opuścił Syrię.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj