Co Ukraina może jeszcze zrobić, żeby przyciągnąć do siebie Donbas?
Donbas: Taktyka zamiast strategii
Aby w pełni zrozumieć sytuację wokół możliwej reintegracji separatystycznego regionu z Ukrainą, należy pochylić się nad kilkoma aspektami.
Na Ukrainie już niemal od roku mówi się o konieczności przyjęcia strategii powrotu Donbasu i Krymu pod kontrolę Kijowa – dokumentu, który powinien być przyjęty na najwyższym państwowym poziomie.
Eustaquio Santimano/Flickr CC by 2.0

Na Ukrainie już niemal od roku mówi się o konieczności przyjęcia strategii powrotu Donbasu i Krymu pod kontrolę Kijowa – dokumentu, który powinien być przyjęty na najwyższym państwowym poziomie.

mat. pr.

Artykuł ukazał się w wydaniu internetowym dwumiesięcznika „Nowa Europa Wschodnia”.

Operacja antyterrorystyczna na Donbasie trwa już trzeci rok i nikt nie odważy się wróżyć, kiedy się zakończy. Kijów już dziś może jednak podjąć kroki na rzecz reintegracji kraju.

Ukraińskie władze nie zdecydowały się na wprowadzenie na Donbasie stanu wojennego. Kwestia ta elektryzuje nad Dnieprem wielu polityków, którzy chętnie ją podnoszą. Trudno jednak nie zgodzić się z tym, że wiosną 2014 roku nie było politycznych ani prawnych przesłanek, aby ogłosić stan wojenny w zapalnym regionie. Później, w sierpniu owego roku, zbrojna interwencja Rosji uniemożliwiała Ukrainie sięgnięcie po tradycyjne instrumenty prawa międzynarodowego – Kijów musiałby wypowiedzieć Moskwie wojnę, a do tego ani on, ani Zachód nie byli gotowi.

To prawda, na przestrzeni ostatnich przeszło dwóch lat, które minęły od zakończenia walk o Debalcewe i wypracowania mińskich porozumień (to specyficzny przykład hybrydowej dyplomacji) intensywność walk na wschodzie kraju spadła. Mińsk-2 jest jednak martwy.

Niemcy i Francja nie opuszczą mińskiego formatu rozmów

Nie dziwi to zresztą: o ile Paryż, Berlin i Kijów starają się, aby wypełnić jego postanowienia, o tyle Moskwa uważa się raczej za gwaranta niż adresata porozumień. Dziś Niemcy i Francja nie zamierzają opuszczać mińskiego formatu rozmów – nie zważając na jego nieefektywność. Europejscy liderzy nie mogą przyznać, że nie posiadają instrumentów pozwalających im efektywnie wpływać na Rosję i rozwiązać największy wojskowy konflikt w Europie na przestrzeni ostatnich dwóch dekad.

Aby w pełni zrozumieć sytuację wokół możliwej reintegracji separatystycznego regionu z Ukrainą, należy pochylić się nad kilkoma aspektami. Zacznijmy od mediów: to właśnie na Krymie i Donbasie rosyjskie środki masowego przekazu były szczególnie aktywne w ostatnich latach przed interwencją Rosji w 2014 roku. Polityczny monopol, jakim cieszyła się trzymająca kurs na Moskwę Partia Regionów, pozwalał rosyjskiej propagandzie popularyzować wyobrażenia o „żądnych krwi banderowcach” i „brackiej Rosji”. Gleba przygotowywana była długo i dlatego ukraińskie próby pokonania dziś rosyjskiej propagandy na wschodzie Ukrainy mają niewielkie szanse powodzenia.

Moim zdaniem złym pomysłem była też rozpoczęta przez Kijów blokada połączeń transportowych z separatystyczną częścią Donbasu. Podczas gdy wcześniej rzeczywiście istniały tam przedsiębiorstwa działające według ukraińskiego prawa i wypłacające robotnikom pensje w hrywnach, to blokada zmusiła ukraińskie władze do zrezygnowania z przyjmowania tej produkcji i zerwania relacji. Szkoda, że Kijów zapomniał, że wojny – tym bardziej: współczesne – wygrywa się nie tyle na polu walki, co w starciu gospodarek.

Ten, kto twierdzi, że blokada doprowadzi do powstania donbaskich górników i robotników (którzy po jej wprowadzeniu faktycznie stracili pracę) nie docenia efektywności służb specjalnych separatystów. Kieruje nimi czekista Władimir Antjufiejew, który doświadczenie zbierał w Naddniestrzu i w Abchazji. Spokój donbaskie służby zapewniają utrzymując atmosferę strachu i wymuszając posłuszeństwo.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj