USA po stu dniach rządów Trumpa. Co się zmieniło?
Trump (na razie) niewiele zniszczył
Właśnie mija sto dni urzędowania Donalda Trumpa w Białym Domu. Podsumowujemy dokonania kontrowersyjnego prezydenta USA.
Właśnie mija sto dni urzędowania Donalda Trumpa w Białym Domu.
Gage Skidmore/Flickr CC by 2.0

Właśnie mija sto dni urzędowania Donalda Trumpa w Białym Domu.

20 stycznia Donald Trump objął władzę z programem zapowiadającym radykalne zmiany w kraju i w stosunkach USA ze światem. Obiecywał „osuszyć bagno” korupcji w Waszyngtonie, położyć kres nielegalnej imigracji, zerwać lub co najmniej renegocjować układy handlowe z zagranicą i zaostrzyć kurs w relacjach z Chinami.

Sugerował też mniejsze zaangażowanie Ameryki w NATO i flirt z Rosją, prawdopodobnie kosztem sojuszników USA w Europie środkowowschodniej. Szokujące tweety prezydenta, pełne niewybrednych ataków na prawdziwych i domniemanych wrogów oraz ewidentnych kłamstw, a także oczywiste oznaki jego ignorancji, dawały powody do najgorszych obaw.

Po stu dniach jego prezydentury widać jednak, że – na razie przynajmniej – możemy (u nas, nad Wisłą) spać spokojnie, a Ameryka nie dozna rewolucyjnych wstrząsów.

Sto dni Trumpa. Co się zmieniło?

Administracja Trumpa nasiliła deportacje nielegalnych imigrantów, ale sądy zablokowały wykonanie jego dekretów zabraniających wjazdu do USA uchodźcom i przybyszom z kilku krajów muzułmańskich i wstrzymujących fundusze dla miast, które odmawiają współpracy z rządem w sprawach imigracyjnych.

Prezydent gładko przełknął odmowę finansowania budowy muru przez Kongres i nie grozi już Chinom wojną handlową za manipulacje walutą. Zarządził rozluźnienie regulacji w gospodarce i odwołał restrykcje na zanieczyszczenie środowiska wprowadzone przez Baracka Obamę, ale wbrew zapowiedziom nie wycofuje się z porozumienia paryskiego w sprawie zmian klimatu. Próba unieważnienia reformy ubezpieczeń zdrowotnych jego poprzednika zakończyła się spektakularnym fiaskiem.

Jedynym jednoznacznym sukcesem Trumpa jest wprowadzenie do Sądu Najwyższego konserwatywnego sędziego Neila Gorsucha. Mimo republikańskiej większości w Kongresie niewiele udało się prezydentowi osiągnąć, bo establishment GOP nie kwapi się z poparciem jego pomysłów. Trump rządzi dekretami, które łatwiej uchylić niż ustawy legislatury. Amerykański system „kontroli i równoważenia” (check-and-balance) stawia skuteczny opór populistycznym szaleństwom.

Podobnie na arenie międzynarodowej. Trump wykonał zwrot o 180 stopni w sprawie NATO (to już nie „przestarzały” sojusz) i polityki „jednych Chin” (którą kwestionował w kampanii, a teraz podtrzymuje), a Putin, próbując wpłynąć na wynik amerykańskich wyborów, sam uniemożliwił mu plany współpracy.

Atak na siły reżimowe w Syrii ostatecznie udaremnił reset z Rosją. Potwierdził też renomę Trumpa jako prezydenta nieprzewidywalnego, co wzbudziło niepokój, że może się też zdecydować na akcję militarną przeciw Korei Północnej. Groziłoby to wojną pochłaniającą setki tysięcy ofiar. Jest to, na szczęście, mało prawdopodobne, gdyż Trump liczy się z opinią generałów w Białym Domu i Pentagonie, którzy nie dopuszczą do takiej hekatomby. Skończy się najpewniej rozmowami z Phenianem, być może nawet dwustronnymi, na czym zależy reżimowi Kim Jon Una.

Polityka bezpieczeństwa Trumpa kładzie nacisk na „twardą siłę” – odwrotność polityki jego poprzednika – ale w sumie wraca raczej w tradycyjne koleiny republikańskiego realizmu (prawa człowieka na dalszym planie) i umiarkowanego interwencjonizmu. Pozwala to przewidywać, że nie dojdzie przynajmniej do pogłębienia chaosu, wymknięcia się sytuacji spod kontroli i niepotrzebnej zbrojnej konfrontacji.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj