Debata Macron-Le Pen: Niby wiadomo, kto wygra wybory, ale emocje i tak sięgają zenitu
Ostatnie starcie dla Macrona
Alterprawicowy populizm kontra racjonalny centrowy liberalizm. Kto zdobędzie prezydenturę we Francji?
Debata Macron-Le Pen w formule jeden na jeden i twarzą w twarz, której stawką jest prezydentura Francji, musi być emocjonująca.
REUTERS/Pascal Rossignol/Forum

Debata Macron-Le Pen w formule jeden na jeden i twarzą w twarz, której stawką jest prezydentura Francji, musi być emocjonująca.

Prezydencka debata telewizyjna przyciągnęła 20 mln widzów. Wielu miało już zdanie wyrobione, na kogo chce zagłosować w drugiej turze, ale czemu nie popatrzeć i posłuchać jeszcze raz?

Było co oglądać. Debata w formule jeden na jeden i twarzą w twarz, której stawką jest prezydentura Francji, musi być emocjonująca nawet dla outsidera, takiego jak piszący te słowa. I nawet w sytuacji, kiedy wszystkie sondaże przewidują, kto wygra i debatę, i urząd. Tak, Macron.

Le Pen od początku szturmowała. Macron bronił się, ale nie dał się zepchnąć do defensywy starszej od siebie o prawie 10 lat politycznej wyjadaczce. Przez ponad dwie godziny Le Pen i Macron wymieniali ciosy, latały epitety i insynuacje, a wszystko według przygotowanego wcześniej planu.

Celem Le Pen było skompromitować Macrona, odbierając mu urok politycznego debiutanta. Celem Macrona było nie dać wyjść Le Pen poza opłotki skrajnej prawicy. Oboje natrudzili się szczerze, by cel osiągnąć. I paradoksalnie oboje cel osiągnęli. Le Pen konsekwentnie, z werwą i złośliwym uśmiechem na twarzy obsadzała Macrona w roli „klona” Hollande’a, socjalisty kolaborującego z elitami globalnego biznesu i sługusa kanclerz Merkel.

Macron wytykał Marine, że jest tlenionym lisem, nieodrodną córką swego ojca, antysemity i islamofoba, łżeoutsiderem, bo robi w polityce od 40 lat, a on zaledwie trzy. Zdarzały się jednak także momenty merytoryczne. W największym skrócie: Le Pen chce Francji zamkniętej, Macron – otwartej.

Słuchając Marine w Polsce, miało się czasem wrażenie, że słucha się jakiejś hybrydy pani Szydło i pana Kaczyńskiego. Alterprawicowy populizm kontra racjonalny centrowy liberalizm. W tym sensie nic nowego debata nie przyniosła.

Potwierdziły to pierwsze sondaże: że wygrał Macron uważa 63 proc., że Le Pen – 34. A więc wszystko wskazuje, że prezydentem Francji zostanie kandydat proeuropejski. Na pożegnanie Macron powiedział Marine: „Pani niech zostanie w telewizji, ja chcę przewodzić naszemu krajowi”.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj