Po wyborach we Francji w Europie nastanie czas „Macreli”
W toku tej kadencji może się okazać, że nawet większość absolutna to za mało, by Francuzi nie uznali nowego prezydenta za uzurpatora.
Emmanuel Macron forsuje wizję odnowionej i wzmocnionej Unii Europejskiej.
Emmanuel Macron/Facebook

Emmanuel Macron forsuje wizję odnowionej i wzmocnionej Unii Europejskiej.

Wyjątkowo niska frekwencja, centrolewica na granicy egzystencji, skrajna lewica jako nowy lider opozycji i Republikanie jako wielka niewiadoma – to główne kwestie, z jakimi Francja i Europa będzie mierzyć się po drugiej turze wyborów parlamentarnych w tym kraju.

Ale największym kłopotem będzie zwyczajowa zbitka nazwisk rozdającego karty europejskiego duo. Po wdzięcznie brzmiącym „Merkozy” i przerwie na animozje między chadecką kanclerz Niemiec i socjalistycznym prezydentem Francji może się okazać, że nadchodzi czas… Macreli.

Emmanuel Macron może spać spokojnie. Rządzenie dekretami, które zapowiadał w kampanii prezydenckiej, na razie mu nie grozi. La Republique En Marche! (Naprzód, Republiko! – centrowa partia nowego merkdenta) zdobyła większość absolutną: 355 do 365 na 577 miejsc w parlamencie, czyli 61 proc. Choć z tym bywa różnie. Macron już od pierwszej tury wyborów prezydenckich podkreśla, że uważa, iż otrzymał od Francuzów pełne poparcie dla swojego programu, choć w istocie dla wielu był opcją głosowania przeciwko Frontowi Narodowemu.

Odnotowana frekwencja była bardzo niska (kiedy to piszę, nie ma jeszcze dokładnych wyników, ale według francuskich komentatorów opierających się na exit polls i wynikach cząstkowych była najniższa od dwudziestu lat), co wypada tłumaczyć zniechęceniem wobec takiego postawienia sprawy i brakiem przywiązania do kandydatów zupełnie nowej formacji.

W toku tej kadencji może się okazać, że nawet większość absolutna w Assemblee Nationale to za mało, by Francuzi nie uznali nowego prezydenta za uzurpatora. Zwłaszcza że forsuje on pomysły, przeciwko którym od dziesiątek lat urządza się we Francji skuteczne protesty – w szczególności chodzi tu o reformę prawa pracy i osłabienie centrali związkowych, ale nie tylko. Następczyni Macrona na stanowisku ministra pracy – Myriam El Khomri, która dokończyła jego własną reformę w tym obszarze – przegrała w swoim okręgu. To także stanowi mocny komunikat.

Największy przegrany wyborów we Francji

Partia Socjalistyczna, która rządziła Francją od 2012 r., to wielki przegrany w tej kadencji – można powiedzieć, że ta formacja, założona w 1905 r., dożywa swoich dni. To efekt trudnych decyzji i układów ze światem finansów – socjalistom co prawda udało się wyprowadzić Francję z konsekwencji poważnego kryzysu finansowego po 2009 r., ale kosztem ustępstw wobec biznesu i nakarmienia smoka nacjonalizmu.

Jasno też trzeba sobie powiedzieć, że François Hollande po prostu nie miał takiej charyzmy jak Macron, nie potrafił też, tak jak obecny prezydent, obrócić skandali i wątpliwości wokół swojego życia prywatnego w kapitał. Socjaliści dostali według sondaży ledwie 49 miejsc, a niektórzy członkowie poprzedniego rządu nie weszli w skład nowego parlamentu, w tym znana i lubiana minister zdrowia Marisol Touraine czy bardzo medialna minister edukacji Najat Vallaud-Belkacem.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj