„Pan od wszystkiego” będzie królem. Kim jest następca tronu Arabii Saudyjskiej?
Arabia Saudyjska ma nowego następcę tronu. Mohammed bin Salman ma dopiero 31 lat i już ogromne wpływy w państwie.
Mohammed bin Salman następcą tronu Arabii Saudyjskiej
Senior Master Sgt. Adrian Cadiz/Flickr CC by 2.0

Mohammed bin Salman następcą tronu Arabii Saudyjskiej

Światowe media nazywają go „Mister Everything”, ponieważ zanim został namaszczony na przyszłego króla, zajmował wiele bardzo ważnych stanowisk. Przez ponad dwa lata był nie tylko zastępcą następcy tronu, ale również ministrem obrony, szefem rady ds. gospodarki i rozwoju oraz szefem rady nadzorczej Aramco, czyli saudyjskiego giganta naftowego i największej takiej firmy na świecie pod względem dziennego wydobycia ropy.

W przeciwieństwie do swoich braci i kuzynów Mohammed nie ma dużego doświadczenia politycznego ani dyplomów zagranicznych uczelni. Skończył prawnicze studia licencjackie na uniwersytecie w Rijadzie i przez lata zdobywał doświadczenie na miejscu, towarzysząc ojcu najpierw jako doradca i szef jego administracji, gdy ten był gubernatorem Rijadu, a potem w tej samej konfiguracji, gdy Salman objął tron po zmarłym w 2015 roku królu Abdullahu. Mohammed był z Salmanem w każdej minucie, niczym jego cień.

Ojciec stawia na syna

Jest najstarszym i ulubionym synem Salmana. A jego matką jest trzecia i najmłodsza żona króla, Fahda bint Falaha. Do niedawna następcą tronu był popularny 58-letni książę Muhammad bin Najef, który przez lata był pierwszym wicepremierem i ministrem spraw wewnętrznych. W ostatnich dniach król wraz z członkami Rady Wierności zdecydował jednak inaczej.

O tym, że Salman stawia na swojego najstarszego syna, można było przekonać się już w zeszłym roku, kiedy to nie król, a właśnie Mohammed prezentował wizję rozwoju i 15-letni plan reform Arabii Saudyjskiej. Zaledwie trzydziestoletni wówczas przekonywał, że kraj musi mieć plan na wypadek, gdyby ropy zabrakło albo gdyby bardzo potaniała. Prezentował Arabię Saudyjską jako centrum świata arabskiego i muzułmańskiego oraz węzeł komunikacyjno-handlowy między Azją, Afryką i Europą.

Mówił też o wielkiej reformie gospodarczej, przewidującej częściową prywatyzację naftowych gigantów i redukcję licznych państwowych dopłat w tym dofinansowanie wody i elektryczności. Zapowiadał zmiany społeczne, które pozwolą wykorzystać tysiące świetnie wykształconych młodych ludzi (planował np. zwiększenie zatrudnienia kobiet z 22 do 30 proc. do 2030 roku). Reformy, które przedstawiał generalnie skroił pod młodych.

Czy Mohammed zreformuję Arabię Saudyjską?

Mohammed bin Salman świetnie wyczuwa, że jeśli teraz nie uda mu się kupić młodych Saudyjczyków, to za chwilę kraj może czekać jakiś rodzaj buntu. Nie rewolucja, bo tej Saudyjczycy panicznie się obawiają, ale bunt, bo dzisiaj większość młodych ludzi, którzy w Arabii Saudyjskiej stanowią ponad 50 proc. społeczeństwa, nie ma pracy ani żadnych perspektyw na jej zdobycie.

Czy mapę drogową Mohammeda uda się wprowadzić w życie – nie wiadomo. W dużym stopniu będzie to zależało od tego, czy jego liczni kuzyni – paru tysięcy emirów – pozwolą mu działać. A to wcale nie jest oczywiste, bo już wcześniej wielu z nich nie podobało się, że Mohammed pełnił kilka funkcji na raz, ale i to, że z teką ministra obrony i de facto ministra gospodarki nie poradziłby sobie nawet doświadczony polityk, a co dopiero nowicjusz. Poza tym sprawy obrony, finansów i ropy naftowej w Arabii Saudyjskiej zawsze pozostawały w rękach technokratów. 

Krytycy oskarżają go też o nieodpowiedzialne wplątanie Arabii Saudyjskiej w wojnę domową w sąsiednim Jemenie, co zarządził natychmiast po objęciu fotela ministra obrony. Saudyjscy żołnierze po raz pierwszy zostali wysłani do walki za granicę. I ginęli. Wojna nie osiągnęła swoich strategicznych celów, za to przyniosła tysiące ofiar i doprowadziła do katastrofy humanitarnej.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj