Noblista Liu Xiaobo zmarł w chińskim szpitalu. To się zdarza drugi raz w historii świata
Nie dać zapomnieć o Liu
O Liu wie świat demokratyczny, a w samych Chinach nie słyszał o nim prawie nikt.
Liu Xiaobo
Aktiv I Oslo.no/Flickr CC by 2.0

Liu Xiaobo

To się zdarza drugi raz w historii świata. Liu Xiaobo, uwięziony chiński działacz praw człowieka i laureat pokojowego Nobla, umiera w szpitalu. Przed nim to samo zdarzyło się w przedwojennych Niemczech z nagrodzonym Noblem w 1935 r. pacyfistą i lewicowcem Carlem von Ossietzkym: zmarł w więzieniu, odsiadując wyrok za zdradę, którą było w oczach sędziów poinformowanie Europy, że Niemcy łamią traktat wersalski, odbudowując potajemnie siły zbrojne.

Ale to żadne pocieszenie. Śmierć Liu zabiera Chińczykom nie tylko mężnego obrońcę ich praw, ale osłabia i tak skromne siły prodemokratyczne. Co gorsza, o Liu wie świat demokratyczny, a w samych Chinach nie słyszał o nim prawie nikt. Dba o to władza i podporządkowane jej media. Internet jest cenzurowany. Nawet w szpitalu, gdzie Liu zmarł, personel nie wiedział, kim jest ten pacjent, o którego pyta tylu ludzi. Wszelkie pytania o los Liu, zadawane przez dziennikarzy zachodnich chińskim oficjelom, pozostawały bez odpowiedzi. Media nie podały wiadomości o jego śmierci. Miało go nie być, miano o nim nie wiedzieć lub zapomnieć.

Politycy wolą robić z Chinami interesy

Liu należał do pokolenia prodemokratycznych studentów z pekińskiego placu Niebiańskiego Spokoju. Protest został spacyfikowany siłą dokładnie tego samego 4 czerwca 1989 r., kiedy w Polsce odbywały się historyczne częściowo wolne wybory, torujące drogę do demokracji i niepodległości. Liu tego dnia pomagał ratować życie i wolność współtowarzyszom protestu.

Z tej drogi już nie zszedł. Mimo represji dalej służył sprawie demokratyzacji. Władze uznały go za wywrotowca i skazały na 11 lat więzienia. Był za kratami, gdy przyznano mu pokojową Nagrodę Nobla. Chińczyków o tym nie poinformowano. Liu nie pozwolono osobiście jej odebrać. Z wściekłości, porównywalnej z wściekłością władz stanu wojennego, gdy Nobla dostał Lech Wałęsa, skazano na areszt domowy jego żonę, poetkę, z którą poznał się podczas protestów studenckich. Na szczęście władze pozwoliły jej być przy umierającym mężu.

Czy można było coś więcej zrobić dla nich obojga, bo przecież zasługiwali nie tylko na podziw, ale i realną pomoc? Pewno można było i wiadomo, że próbowano. Jednak dziś to już nie ma znaczenia. Warto tylko przypominać o sprawie Liu tym politykom zachodnim, włącznie z polskimi, którzy wolą o Liu nie pamiętać, bo chcą z Chinami komunistycznymi robić interesy, interesy, interesy.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj