Nawet po śmierci Liu Xiaobo i jego żona nie mają spokoju
Taka jest logika systemu autorytarnego, że musi mieć kontrolę także nad życiem po życiu tych, których ogłosił wrogami.
Żałoba po Liu Xiaobo
Etan Liam/Flickr CC by 2.0

Żałoba po Liu Xiaobo

Liu, noblista, zmarł przedwcześnie na raka jako więzień polityczny Pekinu. Władze komunistyczne nie zgodziły się, mimo apeli, na jego leczenie na Zachodzie. Tak samo nie zgadzały się na zwolnienie Liu z więzienia, w którym odsiadywał karę 11 lat (!) za działalność w imię praw obywatelskich i demokracji.

I tak samo jak nie zgadzały się na uchylenie aresztu domowego nałożonego na żonę Liu, gdy otrzymał Pokojowego Nobla za to, co komuniści nazwali w swej propagandzie działalnością antypaństwową.

Władza totalitarna nie lubi sanktuariów

Na ceremonii pogrzebowej pozwolono się jej pożegnać z mężem. Media kontrolowane przez partię komunistyczną pokazały zdjęcia na dowód humanitarnego potraktowania rodziny. Tymczasem dochodzą wieści, że kremację zmarłego zarządzono wbrew woli żony. Inną opinię wyraził przed oficjalnymi mediami brat zmarłego. Potwierdził, że wszystko odbyło się w sposób cywilizowany: rodzina (czyli zapewne tylko on sam) zgodziła się na wypuszczenie urny z prochami na wody morskie, gdzie ulegnie ona samorozpuszczeniu.

Inni działacze praw człowieka, a także znany artysta Ai Wei Wei, uważają, że pomysł z urną służy władzy politycznie: chodzi o to, by nie było miejsca, gdzie można by czcić pamięć dysydenta. Każda władza totalitarna nie lubi takich sanktuariów. Są nie tylko miejscem kultu, lecz i przypomnieniem o niegodziwościach reżimu.

Lecz w naszych czasach komunikacji globalnej takie numery nie przejdą. Pamięć o Liu Xiaobo zostanie uratowana w wolnym świecie, a prędzej czy później dotrze także do samych Chińczyków, dla których Liu działał i umarł.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj