Putin wydala amerykańskich dyplomatów. Trump jest pod ścianą
Kreml przecenił być może władzę Trumpa i jego możliwości prowadzenia samodzielnej polityki zagranicznej.
Putin zapowiedział kolejne retorsje wobec USA.
Cherie Cullen/The U.S. Army/Flickr CC by 2.0

Putin zapowiedział kolejne retorsje wobec USA.

Można by powiedzieć, że Władimir Putin podjął decyzję zgodną z planami Donalda Trumpa, który chce znacznie zredukować budżet swego Departamentu Stanu – rosyjski prezydent nakazał zmniejszenie personelu dyplomatycznego USA w Rosji o 755 osób. Większość z nich to Rosjanie zatrudnieni w amerykańskich placówkach, ale wydalonych zostanie też kilkuset Amerykanów i skalę całej redukcji porównuje się z zamknięciem ambasady i konsulatów USA bezpośrednio po rewolucji 1917 r. Amerykanie będą też musieli opuścić dwie wynajmowane przez siebie dacze w Rosji.

Posunięcie Moskwy to odwet za sankcje na Rosję nałożone w grudniu, kiedy Waszyngton wydalił 35 rosyjskich dyplomatów i nakazał opuszczenie dwóch rezydencji w USA, używanych dla celów szpiegowskich, karząc Rosję za włamywanie się do komputerów Partii Demokratycznej w czasie kampanii prezydenckiej, aby skompromitować Hillary Clinton.

Trump sankcji nie chciał, ale ustawę podpisać musi

Putin zapowiedział też kolejne retorsje – za najnowszą ustawę Kongresu USA, który zaostrzył poprzednie sankcje finansowe za próby wpłynięcia na wynik amerykańskich wyborów i agresję na Ukrainie, oraz zabronił Trumpowi uchylać sankcje na Rosję bez swojej zgody. Biały Dom ogłosił, że „oczywiście” ustawę podpisze, chociaż Trump nowych sankcji nie chciał. Będzie jednak musiał się z nimi pogodzić, gdyż Kongres uchwalił je większością gwarantującą, że ewentualne weto zostałoby przełamane.

Decyzja ustawodawców to wyraz ponadpartyjnego konsensu, że wrogim działaniom Rosji trzeba się przeciwstawić – i wotum nieufności dla Trumpa, który w odróżnieniu od republikańskich polityków, a nawet członków swego własnego rządu, w sprawie polityki Kremla zajmował stanowisko dwuznaczne. Po jego wyborze strzelały na Kremlu korki od szampana, a my, po komplementach Trumpa pod adresem Putina i jego pogardliwych wypowiedziach o NATO, mogliśmy się obawiać, że ewentualny deal doprowadzi do nowej Jałty.

Prezydent potrzebuje Kongresu

Jak to się stało, że po pół roku rządów Trumpa stosunki USA z Rosją pogorszyły się do poziomu niemal z okresu zimnej wojny? Obie strony prawdopodobnie się przeliczyły. Prezydentowi USA i jego doradcom z kręgu ideologów America First najwyraźniej zdawało się, że wystarczy Rosjan pogłaskać, napompować ich narodową dumę, by doszło do porozumienia.

Tymczasem Putin domaga się realnych ustępstw, jak zahamowanie procesu rozszerzania NATO, wolnej ręki na Ukrainie i osłabienie wschodniej flanki NATO. A na to Kongres, w tym także popierający Trumpa republikanie, pozwolić nie może.

Przeciętny Amerykanin nie zaprząta sobie Rosją głowy – ten problem jest dla niego dużo mniej ważny niż np. ochrona zdrowia – ale amerykańskie elity, których Kapitol jest projekcją, rozumieją, że koncesje dla Rosji w Europie mogą ją tak rozzuchwalić, że będzie sprawiać więcej kłopotów na całym świecie. Kreml z kolei przecenił, być może, władzę Trumpa i jego możliwości prowadzenia samodzielnej polityki zagranicznej.

Zapomniał, że zasada check-and-balance działa nawet i tutaj, i prezydent nie jest w stanie pójść za daleko bez poparcia Kongresu. Zwłaszcza taki jak Trump, który swoimi niekontrolowanymi enuncjacjami podważa zaufanie, że pozostawiony sam sobie nie wywoła III wojny światowej.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj