Kontakty USA i Korei Płn. od lat są napięte. Teraz pojawia się nowy, nieprzewidywalny czynnik... Trump
Amerykańsko-koreański pojedynek na miny nie ustaje. Czy zapowiedziane przez Donalda Trumpa „furia i ogień” to faktycznie tylko zagrywka negocjacyjna?
Amerykę uwiera Korea Płn., bo jest zagrożeniem bezpośrednim, ale zagraża też amerykańskim sojusznikom – zwłaszcza Korei Płd. i Japonii.
Gage Skidmore/Flickr CC by SA

Amerykę uwiera Korea Płn., bo jest zagrożeniem bezpośrednim, ale zagraża też amerykańskim sojusznikom – zwłaszcza Korei Płd. i Japonii.

Donald Trump zapozna Koreę Płn. z amerykańską „furią i ogniem”. Korea Płn. nie pozostaje dłużna, zapowiada atak na pacyficzną wyspę Guam, z amerykańskimi bazami wojskowymi i popularnymi wśród Amerykanów ośrodkami wakacyjnymi.

Amerykańsko-koreański pojedynek na miny nie ustaje. Zaczęło się kolejne okrążenie wyścigu o to, kto pogrozi drugiej stronie straszniejszymi konsekwencjami. A że było już wszystko, samą wojnę jądrową wspomniano wielokrotnie, to trudno oczekiwać, by stosowanie ciągle tych samych metod, tyle że w trochę większej dawce, przynosiło jakieś nowe skutki.

Tym razem słowa Trumpa zrecenzował szef jego dyplomacji. Rex Tillerson wracał do domu ze szczytu ASEAN z międzylądowaniem na Guam i w wywiadzie udzielonym na pokładzie samolotu zapewniał Amerykanów, że mogą spać spokojnie. Trump, mówi Tillerson, używa dosadnego języka, czyli takiego, który Kim Dzong Un zrozumie. Przywódca Korei Płn. ma się wreszcie zorientować, że to nie są przelewki. Raczej ostatni moment, by siadać do stołu i szukać porozumienia.

Trump przyciska, bo jego polityka wobec Korei Płn. nie przynosi rezultatów. Obiecał szybko uporać się z problemem Korei Płn., tymczasem Kim nie tylko nie rezygnuje z testów swej broni, ale prawdopodobnie robi większe postępy w rozwoju arsenału, niż przypuszczano.

Dziennik „Washington Post”, powołując się na analizę jednej z amerykańskich agencji wywiadowczych, stwierdza, że Korea Płn. może mieć już ładunki jądrowe odpowiednio niewielkie, by zapakować je na rakietach balistycznych zdolnych dolecieć nawet na terytorium USA na południe od Kanady. Zgodnie z tym raportem – trudno ocenić jego trafność – Kim trzyma w magazynach nawet 60 głowic jądrowych, czyli znów więcej niż wskazywały dotychczasowe szacunki.

Szorstkie stosunki Ameryki i Korei Płn.

Amerykę Korea Płn. uwiera, bo jest zagrożeniem bezpośrednim, ale zagraża też amerykańskim sojusznikom – zwłaszcza Korei Płd. i Japonii, krępując w ten sposób amerykańskie ruchy na Dalekim Wschodzie. Dorzucając do tego silne, choć chropowate, związki z Chinami i Rosją, a także wkład w rozwój światowego terroryzmu, jest sporo powodów, dla których USA chciałyby z Kimem coś zrobić.

Wciąż aktualny jest argument, że na wojnę się nie zanosi. Oczywistym jest, kto przeważyłby militarnie, ale jej koszt ludzki byłby ogromny, a ewentualne korzyści strategiczne – niepewne. Daleki Wschód wszedłby w nie wiadomo jaką nową polityczną erę. Inaczej ułożyłyby się stosunki mocarstw między sobą i Ameryki z jej sojusznikami, bo w regionie nikt tej wojny nie chce. Jednak nie zapominajmy, że imperia, Ameryka również, mają łatwość w chodzeniu na bezsensowne wojny, które nie tylko nie rozwiązują starych problemów, ale i tworzą nowe.

Od miesięcy nie zmienia się i to, że najbardziej niepewnym elementem tej układanki są głównie USA, a ściśle rzecz ujmując – ich prezydent. Przyzwyczailiśmy się do tego, że Donald Trump jedno mówi, drugie robi. Więc jeśli „furia i ogień” to faktycznie tylko zagrywka negocjacyjna, powstaje pytanie: co dalej. Bo biorąc pod uwagę silną wyjściową pozycję negocjacyjną Kima i opór przed oddaniem bomb, to widać, że częścią zawartego z kompromisu pewnie byłoby pogodzenie się przez USA z rzeczywistością. Tyle że przywódca Korei nie ma zamiaru się układać, przynajmniej na razie.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj