Ludzie boją się islamu. I to nasza wina – szydzących pięknoduchów
My, szydzące pięknoduchy a sprawa islamska
Jak tu się nie bać, skoro dopytujący określani są z automatu nazistami albo ich pożytecznymi idiotami?
Hani Amir/Flickr CC by 2.0

Czytam te socialmediowe i medialne zżymy, że ludzie gupi, że nie rozumiejo, że się nie ma co bać imigrantów, ale – proszę wybaczyć – jak tu się nie bać skoro ci sami ludzie, którzy się zżymają, ostrzegają ich przed konserwatyzmem, ale nie imigranckim tylko ich rodzimym.

Jak się nie bać, jeśli bardzo niewiele jest rzetelnych i szeroko dostępnych tekstów demitologizujących narrację imigranckiego zagrożenia albo przynajmniej uczciwie kładących kawę na ławę: czekają nas blood, sweat and tears ale innego wyjścia po prostu w długim terminie nie ma, a zamiast tego mamy często do czynienia z przekazem typu „imigranci też lubią kotki” albo „konserwatywni muzułmanie wystąpili w TV przeciw jeszcze bardziej konserwatywnym muzułmanom”. Taki przekaz, owszem, jest potrzebny jako odklinający, ale nie wystarcza i prawicy bardzo łatwo go zdyskredytować jako „propagandę”.

Jak tu mieć własne zdanie, jeśli dopytujący określani są często z automatu nazistami albo – w najlepszym wypadku – ich pożytecznymi idiotami? Just asking. Bo zaczynam się czuć między swemi jak pomiędzy wrzaskliwymi obrońcami św.dogmatu, a tacy zawsze, koniec końców, przegrywają.

A najgorsze, co można zrobić, to traktować ludzi z „buraka”, „naziola”, „Janusza” czy „Karyny” z wysoko inteligenckich pozycji typu „i tak nic kretyni nie zrozumiecie”. Utożsamianie wielkiej części społeczeństwa ze stereotypowym obrazem „Karyny” czy „Janusza” zresztą to to samo, co utożsamianie Czarnych 100 lat temu z obrazem Murzyna z Blackface: czysty rasizm.

To całe przeciwstawienie się poprawności politycznej wobec kwestii islamskiej jest – jeśli spojrzeć szerzej – mechanizmem obronnym Zachodu, bezmyślnym czy nie, głupim czy nie. Mechanizm to mechanizm i jako taki nie zastanawia się nad sobą. I to od nas zależy czy będziemy ten mechanizm – który będzie istniał czy nam się to podoba czy nie (a zresztą, dlaczego ma nie istnieć?) – cywilizować, czy pozostaniemy jego wrogami. I tak będziemy przez niego traktowani. I w efekcie nikomu nie pomożemy, a w historii zapiszemy się wyłącznie jako pięknoduchy i frajerzy, którzy w dodatku chcieli swoje pięknoduchostwo wcisnąć innym w gardła siłą.

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj