Czy to możliwe, że Pjongjang otrzymał silniki rakietowe z Ukrainy?
Sytuacja nosi znamiona ataku informacyjnego na Ukrainę.
Cała sytuacja nosi znamiona ataku informacyjnego na Ukrainę.
Mandala Travel/Flickr CC by 2.0

Cała sytuacja nosi znamiona ataku informacyjnego na Ukrainę.

Artykuł ukazał się w wydaniu internetowym dwumiesięcznika „Nowa Europa Wschodnia”.

Prestiżowy Międzynarodowy Instytut Badań Strategicznych w Londynie opublikował kilka dni temu komentarz swojego eksperta do spraw obrony przeciwrakietowej Michaela Ellemana – dotyczył on niespodziewanych sukcesów Korei Północnej w zakresie prób rakietowych.

Brytyjczyk Elleman to uznany specjalista, w latach 1995–2001 był kierownikiem Kooperatywnego Programu Zmniejszania Zagrożeń – amerykańskiego programu pomocy finansowej dla państw WNP borykających się z „bagażem” broni jądrowej. W jego ramach zajmował się demontażem radzieckich międzykontynentalnych rakiet balistycznych na terytorium Rosji.

W komentarzu Ellemana czytamy, że sam Pjongjang nie był technologicznie gotowy do przeprowadzenia takich prób rakiet balistycznych, co jednoznacznie świadczy o pozyskaniu przez niego dostępu do silników rakietowych z zewnątrz. Badacz wysuwa hipotezę, że silniki trafiły w ręce reżimu Kim Dzong Una z Rosji lub Ukrainy – poprzez transakcję na czarnym rynku, do której miało dojść w ciągu ostatnich dwóch lat.

Ukraiński ślad

Według Ellemana producentem silników mogły być rosyjskie zakłady Energomasz w Chimkach pod Moskwą lub ukraińskie Piwdenmasz (wraz z Biurem Konstruktorskim Piwdenne) z Dnipro (dawniej Dniepropietrowsk). Ekspert wysuwa hipotezy na podstawie zdjęć z prób rakietowych, które udostępnił Pjongjang. Skłania się on jednak do wersji o ukraińskim śladzie.

Elleman wyklucza możliwość udziału władz Ukrainy bądź Rosji w transakcji i twierdzi, że były to dostawy nielegalne. Za taką wersją przemawiać ma zła kondycja finansowa zakładów w Dnipro oraz ich pracowników – w tym ochrony, szczególnie podatnej na pokusę nielegalnego zarobku. Badacz przypomina także incydent z 2012 roku, gdy dwóch północnokoreańskich szpiegów trafiło do ukraińskiego więzienia za próby pozyskania dostępu do dokumentacji zakładów w Dnipro (inna sprawa, że przypadek ten raczej przeczy hipotezie Ellemana o ukraińskim śladzie, niż ją potwierdza).

Na tym jednak nie koniec rakietowo-medialnego szumu wokół Ukrainy. W dniu publikacji materiału Ellemana „New York Times” opublikował materiał na ten sam temat. Autorzy tekstu nieco zmodyfikowali wnioski eksperta, choć podkreślili, że ich materiał powstał w oparciu o „opracowanie” Ellemana. Już sam tytuł artykułu – „Sukces rakietowy Korei Północnej jest związany z ukraińskim zakładem, twierdzą badacze” – pokazuje, na co położyli nacisk dziennikarze. W ich narracji zniknął niemal całkowicie ślad rosyjski, a jednoznacznym winowajcą nielegalnych dostaw stał się Kijów. Według dziennikarzy Ukraina od czasów Majdanu jest pogrążona w porewolucyjnym chaosie, a Dnipro jest najszybciej kurczącym się miastem na świecie. W swoich ocenach powołują się także na „dane wywiadu amerykańskiego”. Jeśli do tekstu brytyjskiego specjalisty pasuje określenie „analityka przypuszczeń” lub „hipotez” (tekst Ellemana należy uznać co najwyżej za zbiór hipotez lub przypuszczeń, które nadszarpują reputację specjalisty), to materiał w „NYT” należy określić jako „manipulację hipotezami”.

Nieścisłości

Wersja o ukraińskim śladzie dostaw silników do Korei Północnej nie wytrzymuje krytyki.

Po pierwsze, Ukraina (w tym dniprowskie zakłady) od 1998 roku jest objęta mechanizmami Reżimu Kontroli Technologii Rakietowych (Missile Technology Control Regime – MTCR) – zrzeszenia państw kontrolujących eksport broni masowego rażenia i technologii. Członkostwo w nim nakłada na Ukrainę restrykcyjne obowiązki w zakresie kontroli eksportu technologii, więc także sposobu ochrony obiektów strategicznych. Od momentu podpisania MTCR Kijów nigdy nie usłyszał zastrzeżeń wobec sposobu implementacji jej wymogów, a ukraińskie obiekty podlegają regularnym kontrolom. W tekście Ellemana jest mowa o tym, że „dokładna liczba wyprodukowanych w Rosji i na Ukrainie silników jest nieznana”, choć dokumentacja procesów produkcyjnych jest prowadzona wyjątkowo rzetelnie. Na oderwaną od realiów wygląda też inna wypowiedź specjalisty, którą wygłosił w wywiadzie dla Voice of America i w której mówi o „przedmiotach [silnikach – red.], których więcej nie wykorzystywano. Dlatego ich ochrona nie była priorytetowa”. W świetle członkostwa Ukrainy w MTCR obydwie tezy brzmią co najmniej niepoważnie.

Po drugie, w ciągu ostatnich dwóch latach Ukraina dokonała znaczącego postępu w zakresie integracji z Europejską Agencją Kosmiczną. Podobny progres byłby niemożliwy bez przestrzegania ogólnie przyjętych zasad bezpieczeństwa na obiektach przemysłu kosmicznego Ukrainy.

Po trzecie, Ukraina zaprzestała produkcji silników, o których mowa, w 2001 roku, gdy po raz ostatni dostarczyła je na potrzeby programu kosmicznego Federacji Rosyjskiej Cyklon-2 i Cyklon-3. Jedynym silnikiem produkowanym na Ukrainie seryjnie w ostatnich latach były te dostarczane do Włoch na potrzeby rakiet Vega – nie nadają się one jednak do użycia w rakietach balistycznych.

Po czwarte, w tekście Ellemana brakuje jakichkolwiek faktów, dowodów czy zeznań świadków lub uczestników rzekomej transakcji. Jeśli sprzedaż tajnej technologii rzeczywiście miała miejsce, to powinna po sobie pozostawić masę śladów: transfery pieniędzy, dokumenty finansowe, pośredników, kompanie z rajów podatkowych, firmy transportowe i nazwy środków transportu. Dziś niemożliwym jest ukrycie takiej masy śladów, tym bardziej w przypadku delikatnego towaru, który rzekomo dostarczono do państwa tak pilnie obserwowanego przez najważniejsze służby świata.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj