Kolejny skandaliczny tweet Trumpa. Po raz kolejny prezydent USA okazał się ignorantem
Po ataku terrorystycznym w Barcelonie Trump wysłał w świat (oczywiście przy użyciu ulubionego Twittera) własną receptę na rozwiązanie problemu. Jest ona takiego rodzaju, że zrobiło się mroźno.
Donald Trump
MSZ/Flickr CC by 2.0

Donald Trump

Trump w krótkich żołnierskich słowach odwołał się do przykładu z początków minionego stulecia. Oto na stowarzyszonych wówczas ze Stanami Zjednoczonymi Filipinach wybuchła w 1909 r. krwawa rebelia muzułmańskich separatystów. Tłumiący ją gen. John Pershing, będący tam wówczas gubernatorem, miał pewnego razu pojmać 50 ówczesnych „terrorystów” odpowiedzialnych za śmierć wielu ludzi.

Jak opisuje Trump, generał-gubernator pokazał im 50 kul umaczanych w „świńskiej krwi”, po czym kazał rozstrzelać 49 z nich. Jednego zaś wypuścił na wolność, nakazując mu jednak, by wrócił do swoich towarzyszy i opowiedział, co się stało. W efekcie, dowodził Trump, przez następne 35 lat w regionie nie było przypadków islamskiego terroryzmu.

Wniosek prosty: mamy wskazówkę na dziś! Jak znalazł!

Niewielkie znaczenie ma w sumie to, że historycy dowodzą, iż to jedynie anegdota niemająca potwierdzenia w źródłach. To, że obecny amerykański prezydent jest w wielu kwestiach ignorantem, wiadomo od dawna.

I owszem, wiadomo też, że ma swobodne podejście do rzucanych na lewo i prawo tez. Tyle że akurat w tym momencie i w takim przypadku nonszalacja staje się groźna. Chociażby dlatego, że mogą znaleźć się tacy, którzy takie koncepty walki z terroryzmem potraktują poważnie. Ba, Trump nie jest przecież szeregowym Amerykaninem. Ani nawet jednym z wielu możnych (w dosłownym znaczeniu) tego świata. Jest prezydentem mocarstwa, uznawanego wciąż za strażnika światowego ładu. Właśnie dlatego jego rzucane w internetowy eter sugestie mogą zostać uznane za rodzaj przyzwolenia na radykalne metody obrony przed terrorem – sprzeczne przecież z zachodnimi wartościami i porządkiem prawnym, ale też ze zwykłym doświadczeniem i pragmatyką.

Skądinąd tak się akurat złożyło, że Trump wysłał swojego „edukacyjnego” tweeta niedługo po ataku amerykańskich ksenofobów na antyrasistowską kontrdemonstrację w Charlottesville. Wtedy prezydent próbował przekonywać, że winne tragedii są obie strony (w duchu częstej i w Polsce tezy, jakoby racja leżała zawsze pośrodku). Teraz, choć przykład Charlottesville pokazał, że w Stanach Zjednoczonych odradzają się najgorsze nastroje, Trump dał tak nastawionym rodakom kolejną zachętę do brnięcia w obłęd rasowej, religijnej, narodowościowej czy cywilizacyjnej nienawiści. Ba – w nieokiełznaną prawem przemoc. Zresztą nie tylko im, bo także swoim sympatykom w innych krajach, którzy postrzegają rolę prezydenta Stanów Zjednoczonych w kategoriach silnego szeryfa, a nie przywódcy wolnego świata.

PS Cała historia pokazuje jeszcze jeden absurd stylu uprawiania dziś polityki: oto najważniejsi ludzie na planecie często komunikują się i z obywatelami, i między sobą za pomocą narzędzia nie tylko przystającego raczej nastolatkom, ale też pozwalającego jedynie na nader uproszczony przekaz. Zastąpienie dyplomacji i dyskusji publicznej przez hasła rzucane via Twitter nie tylko zubaża rozmowę o świecie, ale jest zwyczajnie niebezpieczne, bo de facto uniemożliwia rozwiązywanie naprawdę poważnych problemów.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj