Teraz Barcelona
W zamachu w Barcelonie zginęło 13 osób, ponad sto zostało rannych.
Andreu Dalmau/EPA/PAP

W zamachu w Barcelonie zginęło 13 osób, ponad sto zostało rannych.

Barcelończycy ogłosili po zamachach dumne „No tinc por”, nie boję się. Ale wkrótce rozpoczynają podróż w nieznane.

Miejsce banalnie ewidentne: Barcelona, Las Ramblas, najpopularniejszy deptak w mieście, szczyt sezonu, tysiące turystów. Czwartek, godz. 16.50. Pędząca zygzakiem biała furgonetka wybiera jak najwięcej ofiar, rozjeżdża je, podrzuca w górę, zabójcza trasa liczy 1,2 km, aż pod pomnik Kolumba na wybrzeżu. Ginie 13 osób, grubo ponad setka rannych, z 38 krajów. Kierowcy udaje się uciec. Od ponad roku obowiązuje czwarty, prawie najwyższy, stopień alertu antyterrorystycznego. Było wiele ostrzeżeń, udaremnionych prób i zatrzymań, bo Hiszpania odrobiła lekcje po madryckim zamachu Al-Kaidy na dworcu Atocha w marcu 2004 r., kiedy od eksplozji ładunków zginęły 192 osoby i blisko 1,5 tys. zostało rannych.

Od tamtej pory przez 13 lat nie wydarzyło się nic złego, co w Europie było stawiane za wzór skuteczności. Ale teraz to nowy (modny od roku, od masakry na promenadzie Anglików w Nicei, w Dzień Bastylii) rodzaj zamachów typu low cost, tanich i dostępnych.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj