Amerykańska wojna o symbole pamięci
Zbyt białe pomniki
Amerykanie mają wybitną zdolność do unikania dyskusji o własnej przeszłości. Dlatego z taką brutalnością teraz ich dopada.
Zamieszki w Charlottesville
Samuel Corun/Anadolu Agency

Zamieszki w Charlottesville

Autostrada im. Jeffersona Davisa biegnie między Pentagonem i rzeką Potomak. Zaraz na drugim jej brzegu jest centrum Waszyngtonu, czyli wielki trawnik, przy którym stoją Biały Dom, Kapitol i najważniejsze monumenty. Należy przypuszczać, że patron autostrady byłby zdumiony, gdyby wiedział, że został upamiętniony w tak poczesnym miejscu. Davis był przecież prezydentem Konfederacji, która w 1861 r. zbuntowała się przeciwko Waszyngtonowi w obronie niewolnictwa. Jeszcze wiele lat po wojnie domowej, już jako sędziwy emeryt, pisał, że „niewolnikom ich los odpowiadał, bo czarni mają naturalną tendencję do służalczości”. A właściciele byli dla swoich niewolników jak dobrzy rodzice i dbali o nich jak o własne dzieci. W odróżnieniu od chciwych fabrykantów z Północy, którzy bezlitośnie wykorzystywali rzekomo wolnych robotników (czarnych i białych). „Nigdy i nigdzie poza Południem nie było bardziej szczęśliwej zależności między siłą roboczą i kapitałem... Dopiero potem przyszła pokusa, podobnie jak wąż w raju, która zepsuła niewolników: bajanie o »wolności«” – przekonywał Davis.

Autostradą jego imienia jeździłem niemal codziennie przez ostatnie pięć lat. Razem z milionami kierowców, głównie urzędników państwowych o poglądach progresywnych, którym to najwyraźniej nie przeszkadza. Jeśli pojechać nią dalej na południe, kilkadziesiąt mil w głąb stanu Virginia, to na mijanych autach zaczną się pojawiać naklejki z flagami Konfederacji. Powiewają one zresztą przed niektórymi domami i nad budynkami władz stanowych czy hrabstw.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj